Z perspektywy przeciętnego obserwatora współczesna Polska jawi się jako stabilny, europejski azyl, w którym wypracowany poziom życia skutecznie izoluje społeczeństwo od dziejowych zawirowań. Profesor Mariusz Miąsko — prawnik, przedsiębiorca i wykładowca akademicki — w głośnym podcaście na kanale Cypriana Majchera przekonuje jednak, że to jedynie powierzchowna ułuda. Pod maską dobrobytu postępuje bowiem paraliż struktur państwowych, kryzys legislacyjny oraz upadek tradycyjnych wartości. Zdaniem profesora, największym zagrożeniem dla naszej wolności nie jest dziś zewnętrzny przymus, lecz nasza własna skłonność do jej stopniowego oddawania w zamian za święty spokój i codzienne wygody. Sytuację tę bezwzględnie wykorzystują rządzące elity, krok po kroku tresując społeczeństwo do bezwarunkowego posłuszeństwa.

Pełny zapis tej niezwykle mocnej rozmowy, opublikowany pod tytułem “Polska po cichu bankrutuje. Jak elity zarabiają na sztucznym kryzysie?”, jest dostępny bezpośrednio w serwisie YouTube: https://www.youtube.com/watch?v=F0pS26kM06s.

Głównym motorem napędowym tych niepokojących zmian jest głęboki konformizm, który najsilniej dotyka paradoksalnie ludzi najlepiej wykształconych. Elita intelektualna — lekarze, inżynierowie czy reprezentanci zawodów prawniczych — w obawie przed utratą prestiżu, wpływów i stabilizacji materialnej, bezrefleksyjnie podporządkowuje się kolejnym odgórnym dyrektywom. Jako jaskrawy dowód prof. Miąsko przywołuje okres pandemii i powszechny nakaz noszenia maseczek. Z punktu widzenia czystej teorii i praktyki prawa, restrykcje te nigdy nie zostały w Polsce legalnie usankcjonowane, a mimo to środowiska prawnicze i reszta społeczeństwa potulnie wykonały polecenia władzy. Podobny mechanizm budowania nawyku ślepego posłuszeństwa wobec aparatu państwowego naukowiec dostrzega we współczesnym, rygorystycznym systemie karania kierowców, gdzie technologia służy bardziej permanentnej inwigilacji i dyscyplinowaniu obywateli niż realnej poprawie bezpieczeństwa.

Największe systemowe zagrożenie płynie jednak ze strukturalnej ułomności współczesnej demokracji, która promuje polityków na podstawie ich medialnej popularności, a nie rzeczywistych kwalifikacji. Profesor Miąsko obrazuje ten problem trafnym porównaniem: nikt przy zdrowych zmysłach nie pozwoliłby usiąść za sterami samolotu pasażerskiego człowiekowi, którego jedynym atutem jest nienaganny uśmiech i sympatyczny głos. W życiu publicznym akceptujemy jednak ten absurd bez mrugnięcia okiem, godząc się na to, by resortem obrony narodowej kierował lekarz o specjalizacji pediatrycznej, a polityką kadrową państwa i rynkiem pracy zarządzał doktor filozofii. Efektem tego drastycznego deficytu fachowości jest legislacyjny chaos. Jako jedyne skuteczne rozwiązanie profesor proponuje zwrot w stronę merytokracji — wzorowanego na państwach azjatyckich systemu zarządzania, w którym dostęp do kluczowych stanowisk państwowych warunkują niezwykle surowe i niezależne egzaminy kompetencyjne.

Tragiczne skutki urzędniczego dyletantyzmu najmocniej uderzają w rodzimy biznes, który powoli dusi się w realiach przypominających nowoczesny obóz penitencjarny z przezroczystymi ścianami. Lawinowo przybywające obciążenia — w tym unijne przepisy dotyczące sztucznej inteligencji (AI Act), nowe rygory dla platform cyfrowych czy kontrowersyjny Krajowy System e-Faktur (KSeF) — generują dla firm astronomiczne koszty i paraliżujące ryzyko prawne. O skali tego dramatu najlepiej świadczą twarde dane z kluczowego dla polskiego PKB sektora transportowego. W 2025 roku branża zanotowała stratę netto na poziomie 1100 przedsiębiorstw. Katastrofalne przyspieszenie przyniosły kolejne miesiące: dokładnie taki sam ubytek — następne 1100 firm — odnotowano w zaledwie pierwszym kwartale 2026 roku. Oznacza to, że w niespełna półtora roku z mapy gospodarczej zniknęło ponad dwa tysiące podmiotów. Konsekwencją tego exodusu będzie nie tylko skokowe bezrobocie, ale przede wszystkim drastyczny spadek wpływów podatkowych, co uderzy rykoszetem w finansowanie onkologii, infrastruktury drogowej czy obronności kraju.

W obliczu całkowitej kompromitacji i bierności partii politycznych, prof. Miąsko upatruje szansy na ocalenie w oddolnym zrywie społecznym. Zwraca uwagę, że obecne elity celowo marginalizują i ukrywają przed społeczeństwem ogromny potencjał legislacyjny, jaki prawo przyznaje niezależnym stowarzyszeniom. Namacalnym dowodem na skuteczność takiego oporu były działania stowarzyszenia „Najlepsza Droga”, które poprzez batalię prawną zablokowało bezprawne praktyki GITD, chroniąc przed natychmiastowym bankructwem blisko 200 tysięcy polskich kierowców. Kontynuacją tej filozofii są autorskie projekty profesora — inicjatywy „My Ludzie” oraz „My Przedsiębiorcy”. Ich fundamentem ma być powołanie niezależnego „Rządu Przedsiębiorców”, czyli stałego sztabu kilkuset prawników i ekspertów, którzy będą nie tylko pisać profesjonalne projekty ustaw, ale też osobiście kontrolować przebieg prac w parlamentarnych podkomisjach.

Konkluzja, jaka płynie z wystąpienia profesora Mariusza Miąsko, zmusza do głębokiej refleksji. Polska zbliża się do finansowej i instytucjonalnej przepaści, ponieważ klasa rządząca traktuje obywateli oraz prywatne przedsiębiorstwa wyłącznie jako bezдонne źródło budżetowych przychodów. Choć rozmowa kończy się w momencie pytania o bezpośredni zapalnik tego gospodarczego kryzysu, intencje mówcy pozostają czytelne: to przeregulowanie systemu, urzędnicza samowola oraz brak jakiejkolwiek odpowiedzialności decydentów niszczą fundamenty polskiego dobrobytu. Ostatnią szansą na ratunek jest odrzucenie politycznych plemion, powrót do solidarności społecznej oraz bezwzględne postawienie na twarde kompetencje zarządcze, zanim niewidzialne kraty systemu zamkną się nad nami ostatecznie.

Kancelaria Prawna Viggen sp.j.