Zabezpieczenie roszczenia – dlaczego warto pomyśleć o nim jeszcze przed wyrokiem

Wygranie sprawy sądowej to ważny krok, ale nie zawsze jest równoznaczne z odzyskaniem pieniędzy. Nawet prawomocny wyrok może nie wystarczyć, jeżeli w czasie trwania postępowania pozwany zdąży wyzbyć się majątku, przenieść środki na inne rachunki, sprzedać nieruchomości albo w inny sposób utrudnić późniejszą egzekucję.

Dlatego w sprawach dotyczących większych należności warto już na początku zastanowić się nie tylko nad tym, czy mamy podstawy do dochodzenia roszczenia, ale również co zrobić, aby w przyszłości możliwe było jego skuteczne wyegzekwowanie. W niektórych sprawach odpowiedzią może być postępowanie zabezpieczające.

Postępowanie zabezpieczające służy ochronie interesów wierzyciela na czas trwania postępowania. Jego zadaniem jest ograniczenie ryzyka, że zanim sąd rozstrzygnie sprawę, sytuacja majątkowa pozwanego zmieni się w taki sposób, że późniejsza egzekucja będzie bardzo trudna albo wręcz niemożliwa.

Co istotne, zabezpieczenie nie jest tym samym co egzekucja. Jego celem nie jest co do zasady natychmiastowe przekazanie wierzycielowi pieniędzy. Chodzi przede wszystkim o zabezpieczenie majątku, z którego w przyszłości będzie można zaspokoić roszczenie. Ma to szczególne znaczenie w sytuacjach, w których istnieje ryzyko, że pozwany podejmie działania zmierzające do wyprowadzenia majątku.

Postępowania sądowe mogą trwać miesiącami, a bardziej skomplikowane sprawy jeszcze dłużej. W tym czasie sytuacja finansowa drugiej strony może się diametralnie zmienić. Jeżeli wierzyciel posiada informacje, że dłużnik ma problemy finansowe, sprzedaje majątek, przenosi go na inne osoby lub podmioty albo podejmuje działania, które mogą utrudnić późniejsze zaspokojenie roszczenia, nie zawsze dobrym rozwiązaniem jest bierne oczekiwanie na wyrok.

W praktyce może bowiem dojść do sytuacji, w której wierzyciel wygra proces, uzyska tytuł wykonawczy, a następnie okaże się, że egzekucja nie przynosi oczekiwanych rezultatów, ponieważ majątek, który wcześniej mógł służyć do zaspokojenia należności, już nie znajduje się w dyspozycji dłużnika. Dlatego decyzję o zabezpieczeniu warto analizować na początku sprawy, a nie dopiero wtedy, gdy pojawi się problem z egzekucją.

Jedną z najważniejszych cech postępowania zabezpieczającego jest to, że w określonych sytuacjach można uzyskać zabezpieczenie jeszcze przed zakończeniem postępowania sądowego. Co więcej, przepisy dopuszczają możliwość wystąpienia o zabezpieczenie także przed wszczęciem właściwego procesu.

Nie oznacza to oczywiście, że każde roszczenie zostanie automatycznie zabezpieczone. Wierzyciel musi spełnić wymagania przewidziane przepisami, w szczególności uprawdopodobnić swoje roszczenie oraz wykazać interes prawny w udzieleniu zabezpieczenia. Właśnie dlatego tak istotne jest prawidłowe przygotowanie wniosku. Samo przekonanie wierzyciela, że należy mu się zapłata, nie wystarczy. Trzeba przedstawić sądowi argumenty i dokumenty, które pozwolą uprawdopodobnić zarówno samo roszczenie, jak i potrzebę jego zabezpieczenia.

Sposób zabezpieczenia powinien być dostosowany do konkretnej sytuacji majątkowej obowiązanego oraz charakteru dochodzonego roszczenia. W przypadku roszczeń pieniężnych zabezpieczenie może polegać między innymi na zajęciu rachunku bankowego, wynagrodzenia za pracę, wierzytelności przysługujących dłużnikowi czy innych praw majątkowych. Możliwe jest również zajęcie ruchomości. W określonych przypadkach zabezpieczenie może zostać ustanowione na nieruchomości. Przepisy przewidują także inne sposoby zabezpieczenia.

Nie zawsze więc zabezpieczenie musi oznaczać zajęcie pieniędzy znajdujących się na rachunku bankowym. Kluczowe jest ustalenie, jaki sposób zabezpieczenia będzie w konkretnej sprawie rzeczywiście skuteczny.

Samo uzyskanie postanowienia o udzieleniu zabezpieczenia nie oznacza jeszcze zakończenia sprawy. W zależności od rodzaju zabezpieczenia konieczne może być jego wykonanie przez właściwy organ. W przypadku zabezpieczenia roszczenia pieniężnego czynności może wykonywać komornik. W praktyce niezwykle istotne jest więc nie tylko uzyskanie tytułu zabezpieczenia, ale również sprawne skierowanie go do wykonania.

Tytułem zabezpieczenia może być między innymi postanowienie sądu o udzieleniu zabezpieczenia. W określonych przypadkach funkcję taką mogą pełnić również inne orzeczenia przewidziane w przepisach, w tym nakaz zapłaty wydany w postępowaniu nakazowym czy nieprawomocny wyrok sądu pierwszej instancji w sprawach gospodarczych, jeżeli spełnione są ustawowe warunki.

Wierzyciel powinien pamiętać, że po uzyskaniu odpowiedniego tytułu zabezpieczenia nie warto zwlekać z dalszymi czynnościami. W sprawach, w których istnieje realne ryzyko wyprowadzenia majątku, szybkość działania może mieć ogromne znaczenie.

Warto podkreślić, że postępowanie zabezpieczające nie jest postępowaniem egzekucyjnym. Jeżeli na rachunku bankowym zostaną zabezpieczone środki, nie oznacza to automatycznie, że wierzyciel może je od razu otrzymać. Podobnie w przypadku zajęcia wynagrodzenia, wierzytelności czy ruchomości – celem zabezpieczenia jest przede wszystkim ochrona majątku na czas trwania postępowania. Dopiero po uzyskaniu odpowiedniego tytułu wykonawczego możliwe jest prowadzenie właściwej egzekucji i zaspokojenie wierzyciela.

To właśnie pokazuje, dlaczego zabezpieczenie powinno być postrzegane jako element szerszej strategii. Dobrze zaplanowana sprawa nie kończy się na wniesieniu pozwu. Powinna uwzględniać również to, co stanie się po uzyskaniu wyroku.

W przypadku zabezpieczenia roszczenia pieniężnego środki zajęte w toku zabezpieczenia nie są co do zasady przekazywane wierzycielowi tak jak w postępowaniu egzekucyjnym. Mogą zostać odpowiednio zabezpieczone do czasu uzyskania tytułu wykonawczego Podobnie w przypadku ruchomości – mogą zostać objęte zabezpieczeniem, jednak samo zabezpieczenie nie oznacza jeszcze przeprowadzenia ich sprzedaży w drodze licytacji. Dlatego warto mieć świadomość, że zabezpieczenie nie zastępuje egzekucji, ale może znacząco zwiększyć szanse na jej skuteczność w przyszłości.

Wniosek o udzielenie zabezpieczenia powinien spełniać wymagania przewidziane dla pisma procesowego. Nie jest to więc formalność, którą można przygotować bez dokładnej analizy sprawy. We wniosku należy wskazać między innymi sposób zabezpieczenia, a w przypadku roszczenia pieniężnego również sumę, do której zabezpieczenie ma zostać udzielone. Konieczne jest także uprawdopodobnienie okoliczności uzasadniających zabezpieczenie. Jeżeli wniosek składany jest jeszcze przed wszczęciem właściwego postępowania, należy dodatkowo przedstawić zwięźle przedmiot przyszłej sprawy. W praktyce oznacza to konieczność odpowiedniego połączenia argumentacji dotyczącej samego roszczenia z argumentacją dotyczącą ryzyka braku zabezpieczenia. Dobrze przygotowany wniosek powinien odpowiadać na dwa podstawowe pytania: dlaczego wierzyciel ma określone roszczenie oraz dlaczego potrzebuje ochrony tego roszczenia już teraz.

Postępowanie zabezpieczające wiąże się również z kosztami, które warto uwzględnić już przy planowaniu całej strategii. W przypadku wykonywania zabezpieczenia przez komornika mogą pojawić się między innymi opłaty związane z wykonaniem zabezpieczenia, koszty korespondencji, zapytań dotyczących majątku czy – w zależności od sytuacji – wydatki związane z opinią biegłego. Wysokość poszczególnych kosztów zależy od rodzaju zabezpieczenia i konkretnego postępowania, dlatego przed podjęciem decyzji warto dokładnie przeanalizować sytuację. Co do zasady koszty postępowania zabezpieczającego są początkowo ponoszone przez osobę, która występuje o zabezpieczenie. Ostateczne rozliczenie kosztów może jednak zostać dokonane przez sąd w ramach rozstrzygnięcia o kosztach postępowania. Z tego względu zabezpieczenie należy traktować nie tylko jako instrument prawny, ale również jako element planowania całej sprawy pod względem procesowym i finansowym.

Konkludując, nie ma jednej odpowiedzi, która będzie właściwa dla każdego wierzyciela rozważającego wszczęcie postępowania zabezpieczającego. Każda sprawa wymaga indywidualnej oceny. Warto jednak zwrócić szczególną uwagę na sytuacje, w których roszczenie opiewa na znaczną kwotę, postępowanie może potrwać długo, a zachowanie lub sytuacja majątkowa drugiej strony wskazuje na ryzyko problemów z późniejszą egzekucją. Znaczenie mogą mieć informacje o sprzedaży majątku, przenoszeniu nieruchomości, zmianach właścicielskich, przekazywaniu środków innym osobom czy podmiotom albo innych działaniach mogących prowadzić do zmniejszenia majątku dłużnika.

Nie oznacza to oczywiście, że samo podejrzenie problemów finansowych automatycznie uzasadnia zabezpieczenie. Wniosek musi być odpowiednio uzasadniony, a przesłanki zabezpieczenia powinny wynikać z konkretnej sytuacji. Dlatego tak ważna jest analiza sprawy jeszcze przed wniesieniem pozwu.

W sprawach dotyczących zabezpieczenia szczególnie ważne jest dla mnie doświadczenie praktyczne. Jestem prawnikiem Kancelarii Prawnej Viggen, ale wcześniej zdobywałam również doświadczenie w kancelarii komorniczej, gdzie odbyłam aplikację komorniczą. Dzięki temu znam postępowania zabezpieczające i egzekucyjne nie tylko od strony przepisów i dokumentów procesowych. Miałam możliwość poznać je również od strony praktycznej – tego, jak wygląda wykonanie zabezpieczenia, jakie znaczenie ma właściwe określenie sposobu zabezpieczenia i jak wygląda dalszy etap prowadzący do egzekucji. To doświadczenie jest szczególnie przydatne wtedy, gdy już na początku sprawy trzeba odpowiedzieć na pytanie, co zrobić dzisiaj, żeby za kilka miesięcy albo kilka lat wygrany proces rzeczywiście pozwolił odzyskać pieniądze.

Wierzyciel często skupia się przede wszystkim na tym, czy ma wystarczające dowody i jakie są szanse na wygranie sprawy. To oczywiście kluczowe pytania, ale w sprawach o zapłatę warto postawić jeszcze jedno: czy po wygraniu procesu będzie z czego przeprowadzić egzekucję? Jeżeli istnieje ryzyko, że w czasie trwania postępowania pozwany będzie wyzbywał się majątku, odpowiednio wcześnie przeanalizowane zabezpieczenie może okazać się bardzo istotnym elementem całej strategii. Nie w każdej sprawie będzie ono konieczne i nie zawsze sąd udzieli zabezpieczenia. Warto jednak tę możliwość ocenić, zanim rozpocznie się proces, a nie dopiero wtedy, gdy pojawi się problem z odzyskaniem zasądzonej należności.

W Kancelarii Prawnej Viggen pomagamy klientom w sprawach dotyczących dochodzenia należności, w tym również w analizie możliwości zabezpieczenia roszczenia. Oceniamy sytuację prawną i majątkową sprawy, przygotowujemy odpowiednią strategię, sporządzamy wnioski i pomagamy przeprowadzić klienta przez kolejne etapy postępowania.

Szczególnie istotne jest dla nas całościowe spojrzenie na sprawę. Nie traktujemy uzyskania wyroku jako końca problemu. Jeżeli charakter sprawy tego wymaga, już na etapie przygotowywania pozwu analizujemy możliwość zabezpieczenia, a następnie uwzględniamy również perspektywę późniejszej egzekucji.

Nasze doświadczenie pozwala nam spojrzeć na sprawę z dwóch stron – zarówno od strony prowadzenia postępowania sądowego, jak i praktyki postępowań zabezpieczających i egzekucyjnych.

Jeżeli masz wobec kontrahenta, przedsiębiorcy lub innego podmiotu niezapłaconą należność i obawiasz się, że w trakcie procesu może dojść do wyzbycia się majątku, nie warto czekać, aż problem pojawi się na etapie egzekucji.

 

Zapraszamy do współpracy:

tel.: 509-982-577, 12 637-24-57,

e-mail: biuro11@viggen.pl

tel.: 519-140-984,

e-mail.: jak@viggen.pl

 

Przygotowała:

Monika Bednarz

Radca Prawny- p.o. kierownika działu procesowego

Kancelaria Prawna Viggen sp.j.

Odpowiedzialność za przeciążenie pojazdu. Najważniejsze zasady dla przewoźników

Przeciążone samochody dostawcze są coraz częściej kontrolowane na polskich drogach. Problem dotyczy w szczególności pojazdów o dopuszczalnej masie całkowitej do 3,5 tony, które z pozoru mogą wydawać się niewielkie, ale po załadowaniu towarem nierzadko przekraczają dopuszczalne parametry.

Skala zjawiska jest znacząca. Jak wynika z danych Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego, w 2024 r. przeprowadzono 12 287 kontroli ważenia pojazdów do 3,5 tony i wystawiono 10 666 mandatów. W 2025 r. było 11 558 kontroli i 10 174 mandaty. Tylko w pierwszej połowie 2026 r. przeprowadzono już blisko 7 tys. takich kontroli, a liczba mandatów przekroczyła 6,2 tys.

Dla przedsiębiorcy oznacza to nie tylko ryzyko mandatu. Przeciążenie może prowadzić do zatrzymania pojazdu, konieczności przeładunku towaru, opóźnienia w realizacji zlecenia, dodatkowych kosztów, a w określonych sytuacjach również do poważniejszych konsekwencji administracyjnych.

Odpowiedzialność za nieprawidłowy załadunek nie zawsze jest tak oczywista, jak mogłoby się wydawać. Zgodnie z art. 43 ust. 2 Prawa przewozowego nadawca, odbiorca lub inny podmiot wykonujący czynności ładunkowe powinien wykonywać je w sposób zapewniający zgodność przewozu z obowiązującymi przepisami, w tym niedopuszczający do przekroczenia dopuszczalnej masy pojazdu. W praktyce kierowca często nie ma jednak możliwości samodzielnego sprawdzenia rzeczywistej masy ładunku przed opuszczeniem miejsca załadunku. Nie oznacza to automatycznie, że może czuć się bezpieczny. Organy kontrolne i sądy mogą badać, czy przewoźnik dochował należytej staranności.

Istotne znaczenie ma więc m.in. dokumentacja przewozowa, sposób organizacji transportu, informacje przekazane przez nadawcę, charakter ładunku oraz to, kto faktycznie miał wpływ na jego załadunek. Sama niewiedza przewoźnika o rzeczywistej masie ładunku nie musi wystarczyć do wyłączenia jego odpowiedzialności. Kluczowe może być wykazanie, że przed rozpoczęciem przewozu działał z należytą starannością.

W przypadku kontroli związanej z podejrzeniem przeciążenia nie warto czekać z konsultacją prawną do momentu otrzymania decyzji lub mandatu. Już podczas kontroli warto zadbać o właściwe zabezpieczenie swoich interesów. Znaczenie mogą mieć sposób przeprowadzenia ważenia, dokumentacja dotycząca ładunku, dane dotyczące pojazdu, dokumenty przewozowe oraz okoliczności związane z załadunkiem.

Jeżeli podczas kontroli pojawia się problem z masą pojazdu, skontaktuj się z naszą Kancelarią. Pomożemy przeanalizować sytuację, wskazać możliwe działania i ocenić, jakie znaczenie dla odpowiedzialności przewoźnika mają okoliczności konkretnego przewozu.

Nie każda sprawa dotycząca przeciążenia wygląda tak samo. Dlatego istotne jest indywidualne przeanalizowanie stanu faktycznego, zamiast automatycznego przyjmowania, że cała odpowiedzialność spoczywa na kierowcy lub przewoźniku.

Konsekwencje mogą być znacznie poważniejsze niż mandat Przeciążenie pojazdu może oznaczać:

  • mandat lub inną sankcję administracyjną,
  • zatrzymanie pojazdu i konieczność przeładunku towaru,
  • dodatkowe koszty związane z podstawieniem kolejnego pojazdu,
  • opóźnienia w realizacji zlecenia,
  • zwiększone ryzyko wypadku,
  • wyższe koszty eksploatacji pojazdu,
  • w określonych przypadkach także konsekwencje dotyczące posiadanej licencji transportowej.

Szczególnie istotne jest to dla przedsiębiorców, którzy realizują przewozy regularnie. Wielokrotne lub poważne naruszenia mogą bowiem mieć wpływ nie tylko na pojedynczy transport, ale również na sytuację całego przedsiębiorstwa.

Od 26 lat obsługujemy przedsiębiorców z branży transportowej. Przez ten czas poznaliśmy specyfikę rynku przewozowego, problemy przewoźników oraz ryzyka prawne, z którymi przedsiębiorcy spotykają się w codziennej działalności. Naszym celem jest nie tylko reagowanie na problemy, które już powstały. Wspieramy klientów również w taki sposób, aby odpowiednio przygotować ich działalność do kontroli i ograniczać ryzyko wystąpienia sporów z organami administracji.

Dlatego jeśli jesteś przewoźnikiem, spedytorem, zarządzasz transportem albo odpowiadasz za organizację przewozów nie czekaj, aż problem pojawi się po kontroli. Jeżeli Twój pojazd został zatrzymany, przeprowadzono ważenie lub zakwestionowano prawidłowość załadunku, zadzwoń do nas już na etapie kontroli. Im wcześniej znamy okoliczności sprawy, tym szybciej możemy ocenić sytuację i wskazać właściwe działania. Skontaktuj się z naszą Kancelarią. Porozmawiamy o sytuacji, przeanalizujemy dokumentację i ocenimy możliwe sposoby działania.

Zapraszamy również do obserwowania naszych mediów społecznościowych, gdzie dzielimy się praktycznymi informacjami dotyczącymi prawa transportowego, kontroli drogowych, odpowiedzialności przewoźników oraz najnowszych zmian w przepisach.

 

Twoja firma potrzebuje pomocy i wsparcia, zapraszamy do kontaktu:

 

tel.: 509-982-577, 12 637-24-57,

e-mail: biuro11@viggen.pl

tel.: 519-140-984,

e-mail.: jak@viggen.pl

Przygotowała:

Monika Bednarz

Radca Prawny- p.o. kierownika działu procesowego

Kancelaria Prawna Viggen sp.j.

 

Wierzyciel nie może samodzielnie zmienić waluty świadczenia. Ważny wyrok Sądu Najwyższego

Czy wierzyciel, któremu dłużnik nie zapłacił świadczenia wyrażonego w euro, może zażądać zapłaty w złotych? Sąd Najwyższy w wyroku z 23 kwietnia 2026 r. odpowiedział na to pytanie jednoznacznie. Sam fakt opóźnienia dłużnika nie daje wierzycielowi prawa do jednostronnej zmiany waluty świadczenia.

Sprawa, którą rozpoznawał Sąd Najwyższy, dotyczyła wprawdzie roszczeń pracowniczych, jednak przedstawione w niej stanowisko ma znacznie szersze znaczenie dla obrotu gospodarczego i dochodzenia wierzytelności.

W sprawie rozpoznawanej przez Sąd Najwyższy pracownica otrzymywała wynagrodzenie w euro. W pozwie domagała się jednak zapłaty określonych kwot w złotych polskich. Sądy obu instancji nie uwzględniły tego żądania. Sprawa trafiła następnie do Sądu Najwyższego, który oddalił skargę kasacyjną. Kluczowe znaczenie miała treść art. 358 Kodeksu cywilnego. Przepis ten reguluje sytuację, w której świadczenie pieniężne zostało określone w walucie obcej.

Jak wskazał Sąd Najwyższy, zasadą jest spełnienie świadczenia w walucie, w której zostało ono wyrażone. Dłużnik może natomiast, korzystając z przewidzianego prawem uprawnienia, spełnić świadczenie w złotych po odpowiednim przeliczeniu. Nie oznacza to jednak, że takie samo uprawnienie przysługuje wierzycielowi. Jeżeli więc strony ustaliły, że wynagrodzenie, cena, pożyczka czy inne świadczenie pieniężne będzie określone i spełniane w euro, wierzyciel nie może tylko z tego powodu, że dłużnik pozostaje w opóźnieniu, samodzielnie zdecydować, że chce otrzymać zapłatę w złotych.

Sąd Najwyższy zwrócił uwagę na istotne rozróżnienie. W przypadku opóźnienia dłużnika wierzyciel może uzyskać prawo wyboru kursu, według którego zostanie określona wartość świadczenia, jeżeli dłużnik zdecyduje się spełnić świadczenie w walucie polskiej. Nie jest to jednak prawo do wyboru samej waluty. Mówiąc prościej, wierzyciel nie może powiedzieć: „umówiliśmy się na 10 000 euro, ale ponieważ dłużnik się spóźnia, żądam 45 000 zł”. Waluta świadczenia nie może zostać zmieniona jednostronną decyzją wierzyciela.

W praktyce przy dochodzeniu wierzytelności ogromne znaczenie ma więc prawidłowe ustalenie treści zobowiązania, w tym waluty, w której świadczenie powinno zostać spełnione.

Wyrok Sądu Najwyższego dotyczy również bardzo istotnej kwestii procesowej. Zgodnie z art. 321 § 1 KPC sąd nie może zasądzić czegoś, czego strona nie żądała. Oznacza to, że prawidłowe określenie żądania pozwu nie jest formalnością, ale jednym z najważniejszych elementów całego postępowania. Sąd Najwyższy podkreślił, że jeżeli powód w sposób jasny i stanowczy określi swoje żądanie, sąd jest nim związany. Nie powinien samodzielnie „poprawiać” żądania strony ani prowadzić postępowania w taki sposób, aby zastępować ją w dochodzeniu roszczeń.

W naszej Kancelarii obsługa i dochodzenie wierzytelności stanowią ważną część codziennej pracy. Wierzytelność to nie tylko pytanie o to, czy ktoś powinien zapłacić. Równie istotne jest to, czego dokładnie można żądać, w jakiej wysokości, w jakiej walucie i na jakiej podstawie prawnej. Błąd na etapie formułowania roszczenia może mieć realne konsekwencje procesowe. Dotyczy to zarówno przedsiębiorców dochodzących zapłaty od kontrahentów, jak i osób fizycznych, które próbują odzyskać należne im pieniądze.

Wyrok SN z 23 kwietnia 2026 r., II PSKP 114/26, pokazuje, że waluta zobowiązania nie jest wyłącznie technicznym elementem rozliczenia. Może mieć bezpośredni wpływ na sposób dochodzenia należności przed sądem. Dlatego przed skierowaniem sprawy na drogę postępowania sądowego warto dokładnie przeanalizować umowę, sposób wykonywania zobowiązania, dokumenty potwierdzające istnienie długu oraz dotychczasową korespondencję między stronami.

W naszej Kancelarii zajmujemy się kompleksową obsługą wierzytelności, zarówno na etapie przedsądowym, jak i w postępowaniach sądowych oraz egzekucyjnych. Analizujemy sytuację konkretnego klienta i dobieramy sposób działania do rodzaju oraz charakteru dochodzonego roszczenia. Jeżeli mają Państwo problem z odzyskaniem należności albo chcą Państwo ocenić, w jaki sposób skutecznie dochodzić konkretnej wierzytelności, zapraszamy do kontaktu z naszą kancelarią.

O wyrokach sądów, zmianach w prawie i praktycznych problemach związanych z prowadzeniem spraw prawnych piszemy również w naszych mediach społecznościowych. Zachęcamy do obserwowania naszych profili, gdzie regularnie dzielimy się najważniejszymi informacjami i komentarzami prawnymi.

Zapraszamy do współpracy:

tel.: 509-982-577, 12 637-24-57,

e-mail: biuro11@viggen.pl

tel.: 519-140-984,

e-mail.: jak@viggen.pl

Przygotowała:

Monika Bednarz

Radca Prawny- p.o. kierownika działu procesowego

Kancelaria Prawna Viggen sp.j.

 

B2B, umowa zlecenia czy umowa o pracę? GIP proponuje 30-punktową listę samokontroli dla pracodawców

Państwowa Inspekcja Pracy przygotowała projekt 30-punktowej listy samokontroli, która ma pomóc przedsiębiorcom ocenić, czy właściwie wybrali podstawę zatrudnienia. Narzędzie jest szczególnie istotne w kontekście reformy PIP, która od 8 lipca 2026 r. przyznała Inspekcji nowe kompetencje w zakresie kwalifikowania stosunków prawnych, w których mimo zawarcia umowy cywilnoprawnej lub współpracy B2B praca jest faktycznie wykonywana w warunkach charakterystycznych dla stosunku pracy.

Projekt listy nie jest jednak wiążącym testem prawnym. Nie zastępuje art. 22 Kodeksu pracy ani indywidualnej oceny sposobu wykonywania pracy. Może natomiast stać się dla pracodawców praktycznym narzędziem do przeprowadzenia wewnętrznego audytu zawartych umów. Jednym z najważniejszych elementów reformy jest rozszerzenie kompetencji Państwowej Inspekcji Pracy w zakresie kontroli prawidłowości podstawy zatrudnienia o cyzm już pisaliśmy na łamach naszych blogów wielokrotnie.

Zgodnie z nowym art. 11 ust. 1 pkt 7a ustawy o PIP właściwy organ Państwowej Inspekcji Pracy może stwierdzić, w drodze decyzji, istnienie stosunku pracy, jeżeli zawarto umowę cywilnoprawną albo osoba faktycznie świadczy pracę za wynagrodzeniem w warunkach, w których, zgodnie z art. 22 § 1 Kodeksu pracy, powinna zostać zawarta umowa o pracę. Nie oznacza to jednak, że inspektor może podczas każdej kontroli automatycznie „zamienić” umowę B2B lub zlecenie na etat. Ustawodawca przewidział określoną procedurę. W pierwszej kolejności właściwy organ PIP, po umożliwieniu stronom zajęcia stanowiska, może wydać polecenie usunięcia naruszenia dotyczącego funkcjonowania umowy cywilnoprawnej albo nie zawarcia umowy o pracę, jeżeli w łączącym strony stosunku prawnym dominują cechy stosunku pracy. Warunkiem późniejszego wydania decyzji stwierdzającej istnienie stosunku pracy jest niewykonanie tego polecenia.

To rozróżnienie ma istotne znaczenie praktyczne. Nowe przepisy nie wprowadzają bowiem generalnego zakazu stosowania umów cywilnoprawnych ani współpracy B2B. Nadal dopuszczalne jest korzystanie z tych form, jeżeli odpowiadają one rzeczywistemu charakterowi wykonywanej pracy. Potwierdza to również Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Reforma PIP nie zmieniła podstawowej definicji stosunku pracy. Zgodnie z art. 22 § 1 Kodeksu pracy przez nawiązanie stosunku pracy pracownik zobowiązuje się do wykonywania pracy określonego rodzaju:

  • na rzecz pracodawcy,
  • pod jego kierownictwem,
  • w miejscu i czasie wyznaczonym przez pracodawcę,
  • za wynagrodzeniem.

Jednocześnie art. 22 § 1¹ k.p. stanowi, że zatrudnienie w warunkach określonych w § 1 jest zatrudnieniem na podstawie stosunku pracy bez względu na nazwę zawartej przez strony umowy. Z kolei art. 22 § 1² k.p. wyklucza zastępowanie umowy o pracę umową cywilnoprawną przy zachowaniu warunków wykonywania pracy określonych w § 1. W konsekwencji dla oceny prawnej nie jest decydujące to, czy strony nazwały swój kontrakt „umową B2B”, „umową o świadczenie usług” czy „umową zlecenia”. Kluczowe znaczenie ma rzeczywisty sposób wykonywania zobowiązania.

30 pytań GIP ma pomóc ocenić rzeczywiste warunki współpracy

Właśnie w tym kontekście Główny Inspektor Pracy Janusz Krasoń przygotował projekt nowej listy samokontroli. Aktualna wersja obejmuje 30 pytań dotyczących m.in.:

  • podporządkowania,
  • sposobu organizacji pracy,
  • czasu i miejsca wykonywania pracy,
  • osobistego świadczenia pracy,
  • zasad obowiązujących w zakładzie,
  • sposobu wykonywania zadań,
  • odpowiedzialności za ryzyko gospodarcze.

Projekt jest obecnie konsultowany i nie ma charakteru obowiązującego aktu prawnego. Zgodnie z informacjami opublikowanymi w sierpniu 2026 r. GIP przekazał go Radzie Ochrony Pracy, oczekując uwag i sugestii. Lista ma charakter pomocniczy. Nie jest formalnym testem, którego wynik sam w sobie przesądza o istnieniu stosunku pracy. Jak wynika z opisu projektu, udzielenie odpowiedzi „tak” na większość pytań, a w szczególności na pytania 9–13, może wskazywać na wysokie prawdopodobieństwo, że w rzeczywistości strony łączy stosunek pracy.

To istotne zastrzeżenie: liczba odpowiedzi twierdzących nie stanowi ustawowej przesłanki istnienia stosunku pracy.

Czy można stworzyć „test” na istnienie stosunku pracy?

To właśnie jeden z najbardziej interesujących problemów związanych z projektem GIP. Art. 22 § 1 k.p. nie ustanawia bowiem systemu punktowego. Nie wynika z niego, że spełnienie określonej liczby kryteriów automatycznie prowadzi do zakwalifikowania relacji jako stosunku pracy. Przeciwnie, ocena powinna obejmować całokształt okoliczności faktycznych oraz rzeczywisty sposób wykonywania pracy. Dlatego poszczególne elementy nie muszą mieć identycznej doniosłości. Szczególnego znaczenia może nabierać faktyczne podporządkowanie, możliwość wydawania wiążących poleceń dotyczących sposobu wykonywania pracy czy organizowanie pracy przez drugą stronę. Inne okoliczności mogą mieć znaczenie pomocnicze. Przykładowo samo korzystanie z infrastruktury kontrahenta czy wykonywanie usług w jego siedzibie nie musi jeszcze oznaczać istnienia stosunku pracy. Zastrzeżenia tego rodzaju zostały już zgłoszone wobec projektu. Wskazuje się m.in. na brak jasnego mechanizmu ważenia odpowiedzi i brak jednoznacznego algorytmu pozwalającego określić, jakie znaczenie należy przypisać poszczególnym odpowiedziom. Z perspektywy prawnej jest to istotne, ponieważ checklista może wspierać analizę, ale nie może zastąpić kwalifikacji prawnej konkretnego stosunku prawnego.

W przypadku B2B problem często nie wynika z samego brzmienia umowy. Kontrakt może przewidywać samodzielność przedsiębiorcy, możliwość organizowania czasu pracy czy odpowiedzialność za rezultat, podczas gdy w praktyce osoba świadcząca usługi:

  • wykonuje polecenia przełożonego kontrahenta,
  • pracuje według ustalonego grafiku,
  • musi pozostawać do dyspozycji w określonych godzinach,
  • korzysta z systemów i narzędzi przedsiębiorstwa,
  • jest włączona w jego strukturę organizacyjną,
  • wykonuje pracę osobiście,
  • nie ponosi realnego ryzyka gospodarczego.

W takim przypadku sama nazwa kontraktu może mieć ograniczone znaczenie. Z punktu widzenia art. 22 k.p. istotne jest bowiem to, czy rzeczywista relacja stron odpowiada modelowi stosunku pracy. Dlatego przeprowadzenie audytu nie powinno polegać wyłącznie na przeczytaniu umowy. Konieczne jest skonfrontowanie jej treści z praktyką.

Co pracodawca powinien przeanalizować?

Przedsiębiorca korzystający z B2B lub umów cywilnoprawnych powinien w szczególności odpowiedzieć na kilka podstawowych pytań.

  1. Kto organizuje pracę? Czy przedsiębiorca samodzielnie decyduje o sposobie wykonywania usług, czy otrzymuje wiążące instrukcje dotyczące sposobu realizacji poszczególnych zadań?
  2. Kto decyduje o czasie pracy? Czy wykonawca samodzielnie ustala, kiedy realizuje usługę, czy musi pozostawać do dyspozycji kontrahenta w określonych godzinach?
  3. Kto decyduje o miejscu wykonywania pracy? Czy wykonawca może swobodnie wybrać miejsce świadczenia usług, czy jest zobowiązany do wykonywania pracy w konkretnym miejscu?
  4. Czy praca musi być wykonywana osobiście? Czy kontrahent może posłużyć się zastępcą albo podwykonawcą, czy jego osobiste świadczenie jest faktycznie wymagane?
  5. Kto ponosi ryzyko gospodarcze? Czy wykonawca rzeczywiście prowadzi działalność na własny rachunek i ponosi związane z nią ryzyko, czy w praktyce otrzymuje stałe wynagrodzenie niezależnie od rezultatów działalności?
  6. Czy wykonawca jest częścią struktury organizacyjnej? Czy posiada przełożonego, stanowisko, zakres obowiązków i sposób organizacji pracy odpowiadający pracownikom?
  7. Czy praktyka odpowiada umowie? To pytanie może okazać się najważniejsze. Jeżeli sposób wykonywania współpracy znacząco odbiega od postanowień kontraktu, sama umowa nie zabezpieczy przedsiębiorcy przed zakwestionowaniem podstawy zatrudnienia.

Pierwsze efekty reformy już są widoczne. Nowe kompetencje PIP nie pozostają wyłącznie rozwiązaniem ustawowym. Z danych przedstawionych przez Państwową Inspekcję Pracy wynika, że od 8 lipca 2026 r. inspektorzy podjęli już ponad 100 kontroli dotyczących przestrzegania zakazu zastępowania umów o pracę umowami cywilnoprawnymi. Do momentu przekazania informacji zakończono 35 kontroli, a inspektorzy wydali 121 pisemnych poleceń potwierdzenia zatrudnienia na podstawie umowy o pracę. Jednocześnie PIP wskazała, że w tych sprawach nie wystąpiły jeszcze okoliczności uzasadniające wszczęcie postępowania administracyjnego zmierzającego do wydania decyzji przez okręgowego inspektora pracy. Co więcej, w okresie od 8 lipca do 6 sierpnia 2026 r. inspektorzy uzyskali informacje o 201 przypadkach dobrowolnej zmiany funkcjonującej umowy cywilnoprawnej na umowę o pracę, jeszcze przed zastosowaniem przez inspektora środków prawnych. Dane te pokazują, że głównym praktycznym skutkiem reformy może okazać się nie tylko wydawanie decyzji administracyjnych, ale również skłonienie przedsiębiorców do dobrowolnego uporządkowania nieprawidłowych modeli zatrudnienia.

Interpretacja indywidualna GIP

Przedsiębiorca, który ma wątpliwości co do kwalifikacji konkretnej relacji prawnej, otrzymał również nowe narzędzie,  możliwość wystąpienia do Głównego Inspektora Pracy o interpretację indywidualną dotyczącą tego, czy przedstawiony stosunek prawny stanowi stosunek pracy w rozumieniu art. 22 § 1 k.p. Interpretacja może dotyczyć zarówno istniejącego stanu faktycznego, jak i zdarzenia przyszłego. Wniosek powinien szczegółowo przedstawiać okoliczności istotne dla oceny charakteru relacji oraz stanowisko wnioskodawcy. PIP podkreśla, że ochrona wynikająca z interpretacji jest związana z tym, aby rzeczywiste warunki współpracy odpowiadały stanowi faktycznemu przedstawionemu we wniosku. Interpretacja nie jest przy tym wiążąca dla samego wnioskodawcy, ale zastosowanie się do niej chroni go przed sankcjami administracyjnymi, finansowymi i karami w zakresie objętym interpretacją. Jest ona natomiast wiążąca dla organów PIP, z zastrzeżeniem możliwości jej zmiany lub uchylenia w przypadkach przewidzianych ustawą. Znaczenie tego instrumentu jest już widoczne w praktyce. PIP poinformowała, że od 8 lipca 2026 r. Główny Inspektor Pracy wydał 7 interpretacji indywidualnych. W dwóch przypadkach uznano stanowisko wnioskodawcy kwalifikującego relację jako cywilnoprawną za prawidłowe, natomiast w pięciu przypadkach GIP uznał, że opisany stan faktyczny odpowiada stosunkowi pracy.

Lista GIP jest początkiem audytu, a nie jego końcem

Projekt 30-punktowej listy należy zatem ocenić przede wszystkim jako próbę stworzenia prostego narzędzia do samokontroli przedsiębiorców. Jego wartość może być znacząca, ponieważ zmusza pracodawcę do spojrzenia na stosunki B2B i cywilnoprawne nie tylko przez pryzmat treści zawartych umów, ale przede wszystkim przez pryzmat ich rzeczywistego wykonywania. Nie należy jednak traktować listy jako automatycznego kalkulatora ryzyka prawnego. Odpowiedź „tak” na określoną liczbę pytań nie oznacza sama w sobie, że istnieje stosunek pracy. Tak samo pojedyncza odpowiedź „nie” nie przesądza o legalności B2B.

Ostateczna kwalifikacja zawsze wymaga odniesienia konkretnego stanu faktycznego do przesłanek określonych w art. 22 § 1 Kodeksu pracy.

Dla przedsiębiorców korzystających z B2B i umów cywilnoprawnych reforma PIP oznacza przede wszystkim konieczność większej dbałości o zgodność formalnej podstawy zatrudnienia z rzeczywistym modelem współpracy. Warto więc już teraz przeprowadzić wewnętrzny audyt umów, obejmujący nie tylko ich treść, ale również praktykę wykonywania pracy. W szczególności warto zidentyfikować relacje, w których osoba współpracująca:

  • jest stale podporządkowana konkretnej osobie,
  • wykonuje pracę w określonych godzinach,
  • nie ma rzeczywistej swobody organizowania pracy,
  • musi wykonywać pracę osobiście,
  • jest trwale włączona w strukturę przedsiębiorstwa,
  • korzysta z typowych narzędzi i procedur pracowniczych,
  • nie ponosi realnego ryzyka gospodarczego.

W takich przypadkach samo przekonanie, że „umowa jest dobrze napisana”, może być niewystarczające.

Nie chodzi o likwidację B2B!!! Reforma PIP nie oznacza końca współpracy B2B. Legalna współpraca pomiędzy przedsiębiorcami nadal jest dopuszczalna. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy formalnie cywilnoprawna relacja w rzeczywistości jest wykonywana w warunkach odpowiadających stosunkowi pracy. Takie podejście wynika zarówno z art. 22 Kodeksu pracy, jak i z nowych przepisów regulujących kompetencje PIP. Dlatego projektowana lista GIP może być dla przedsiębiorców wartościowym sygnałem ostrzegawczym. Nie powinna jednak zastępować analizy prawnej.

Najważniejsze pytanie nie brzmi bowiem: „ile odpowiedzi TAK uzyskała moja umowa?”, lecz: „jak ta współpraca jest faktycznie wykonywana i czy odpowiada to podstawie prawnej, którą wybraliśmy?” Wobec wejścia w życie nowych kompetencji PIP odpowiedź na to pytanie powinna stać się elementem regularnego audytu prawnego i HR compliance przedsiębiorstwa.

Kancelaria Prawna Viggen wspiera przedsiębiorców w analizie i dostosowaniu modeli zatrudnienia do nowych wymogów. Doradzamy w zakresie weryfikacji umów B2B, umów zlecenia i innych umów cywilnoprawnych, identyfikacji ryzyka zakwalifikowania współpracy jako stosunku pracy oraz przygotowania zmian w dokumentacji i organizacji pracy. W razie potrzeby pomagamy również w przygotowaniu i przeprowadzeniu procesu dostosowania istniejących modeli współpracy do wymogów prawa pracy oraz w przygotowaniu wniosków o indywidualną interpretację Głównego Inspektora Pracy.

Jeżeli Państwa firma korzysta z B2B lub umów cywilnoprawnych, obecny moment jest dobrym czasem na weryfikację tych modeli zanim zrobi to Państwowa Inspekcja Pracy. Zapraszamy do kontaktu, służymy pomocą i wsparciem w przeprowadzeniu takiej analizy.

Zapraszamy do współpracy:

tel.: 509-982-577, 12 637-24-57,

e-mail: biuro11@viggen.pl

tel.: 519-140-984,

e-mail.: jak@viggen.pl

 

Przygotowała:

Anna Nieć-Mrzygłód

Dyrektor Generalna

Kancelaria Prawna Viggen sp.j.

 

Żródła:

– Ustawa z 11 marca 2026 r. o zmianie ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy oraz niektórych innych ustaw – Dz.U. 2026 poz. 473

– Państwowa Inspekcja Pracy – Interpretacja wyjaśni, czy to etat (https://www.pip.gov.pl/aktualnosci/interpretacja-wyjasni-czy-to-etat/ )

– Państwowa Inspekcja Pracy – Pierwsze efekty kontroli zasadności wyboru umowy cywilnoprawnej (https://www.pip.gov.pl/aktualnosci/pierwsze-efekty-kontroli-zasadnosci-wyboru-umowy-cywilnoprawnej)

– Państwowa Inspekcja Pracy – Jak wystąpić o interpretację dotyczącą kwalifikacji stosunku prawnego? (https://www.pip.gov.pl/dla-pracodawcow/pytania-i-odpowiedzi/jak-wystapic-do-pip-o-wydanie-indywidualnej-interpretacji-dotyczacej-kwalifikacji-stosunku-prawnego?tmpl=pdf)

– MRPiPS – Reforma Państwowej Inspekcji Pracy weszła w życie (https://psz.praca.gov.pl/rynek-pracy/aktualnosci-mrpips/aktualnosc/-/asset_publisher/LFNL7NH7ypzm/content/reforma-panstwowej-inspekcji-pracy-weszla-w-zycie/10240)

– Rzeczpospolita – GIP daje narzędzie do samokontroli, 24 sierpnia 2026 r. (https://pro.rp.pl/prawo-pracy/art45035021-gip-daje-pracodawcom-narzedzie-do-samokontroli)

 

 

Artykuł radcy prawnego Moniki Bednarz w najnowszym wydaniu „Trucks&Machines”

Miło nam poinformować, że w najnowszym wydaniu „Trucks&Machines” – miesięcznika specjalistycznego poświęconego branży transportowej i motoryzacyjnej – opublikowany został artykuł autorstwa radcy prawnego Moniki Bednarz z Kancelarii Prawnej Viggen sp. j.

Publikacja pt. „Nowe przepisy UE mogą zmienić zasady opłacania składek za kierowców. Polska branża transportowa przed kolejnym wyzwaniem” dotyczy planowanych zmian w przepisach Unii Europejskiej dotyczących koordynacji systemów zabezpieczenia społecznego.

W artykule szczególną uwagę poświęcono kwestii ustalania państwa właściwego dla opłacania składek na ubezpieczenia społeczne kierowców wykonujących przewozy międzynarodowe. Omawiane propozycje mogą mieć istotne znaczenie dla polskich przedsiębiorstw transportowych, które znaczną część swojej działalności prowadzą poza granicami kraju.

Radca prawny Monika Bednarz zwraca uwagę m.in. na planowane rozszerzenie kryteriów służących do ustalania właściwego systemu zabezpieczenia społecznego, w tym na znaczenie miejsca generowania znacznej części obrotu przedsiębiorstwa. W przypadku przewoźników realizujących przewozy cross-trade i kabotaż rozwiązanie to może prowadzić do nowych wyzwań prawnych i administracyjnych, a także zwiększać ryzyko sporów z zagranicznymi instytucjami.

W publikacji podkreślono również znaczenie odpowiedniego dokumentowania rzeczywistej organizacji przedsiębiorstwa, w szczególności sposobu zarządzania, lokalizacji zaplecza, organizacji przewozów oraz pozostałych elementów wskazujących na faktyczne centrum działalności firmy.

Autorka wskazuje, że mimo iż proces legislacyjny nie został jeszcze zakończony, przedsiębiorcy transportowi już dziś powinni monitorować proponowane zmiany i analizować potencjalny wpływ nowych regulacji na prowadzoną działalność. Odpowiednio przeprowadzony audyt prawny oraz wcześniejsze uporządkowanie dokumentacji mogą mieć istotne znaczenie dla ograniczenia ryzyka prawnego w przyszłości.

Kancelaria Prawna Viggen sp. j. od lat specjalizuje się w obsłudze przedsiębiorstw branży transportowej, wspierając przewoźników w zakresie zgodności prowadzonej działalności z przepisami prawa krajowego i unijnego, a także w analizie i ograniczaniu ryzyka prawnego.

Zachęcamy do lektury najnowszego wydania „Trucks&Machines” oraz do zapoznania się z pełnym artykułem radcy prawnego Moniki Bednarz.

Gratulujemy Autorce publikacji i cieszymy się, że ekspercka wiedza Kancelarii Prawnej Viggen może być obecna na łamach specjalistycznego miesięcznika skierowanego do przedstawicieli branży transportowej.

Cały materiał dostępny pod linkiem: https://www.trucks-machines.pl/images/internetnr7.8-2026.pdf

 

 

 

Kancelaria Prawna Viggen sp.j. 

Przepis mówi jedno. Urząd robi drugie. O chaosie prawa, przedsiębiorczości i potrzebie przewidywalności państwa

Gościem podcastu Krzysztofa Strobla jest prof. SGMiK dr Mariusz Miąsko – prawnik, profesor akademicki i założyciel Kancelarii Prawnej VIGGEN. Rozmowa dotyczy jednego z najbardziej fundamentalnych problemów funkcjonowania państwa: czy obywatel i przedsiębiorca mogą ufać temu, że przepis prawa rzeczywiście pozwoli im przewidzieć decyzję urzędu lub sądu?

Punktem wyjścia jest pozornie proste pytanie: czym właściwie jest prawo, jeżeli dwie osoby czytające ten sam przepis mogą dojść do zupełnie różnych wniosków?

Zdaniem prof. Miąsko problem nie sprowadza się wyłącznie do liczby ustaw, rozporządzeń czy innych aktów prawnych. Sedno tkwi głębiej – w sposobie, w jaki przepisy są interpretowane i przekształcane w konkretne normy prawne.

Miliony przepisów i coraz większy ciężar regulacyjny

Rozmowa rozpoczyna się od skali polskiego systemu prawnego. Jak wskazuje prof. Miąsko, każdego roku przybywają dziesiątki tysięcy stron nowych regulacji. W rozmowie pada liczba około 33 tysięcy stron polskich przepisów rocznie, a po uwzględnieniu regulacji unijnych – około 50 tysięcy stron.

To rodzi podstawowe pytanie: czy człowiek jest w stanie znać prawo, którego przestrzegania wymaga od niego państwo?

Problem dotyczy nie tylko przeciętnego obywatela. Według rozmówcy nawet prawnik czy profesor prawa nie jest w stanie przyswoić całości regulacji, szczególnie gdy każdego roku system powiększa się o kolejne dziesiątki tysięcy stron.

W rozmowie pojawia się szacunek, według którego w Polsce może obowiązywać około 13 milionów przepisów. Jednocześnie prof. Miąsko zwraca uwagę na ważne rozróżnienie: przepis jest jedynie jednostką redakcyjną, z której – przy zastosowaniu odpowiednich reguł – rekonstruuje się normę prawną.

To oznacza, że sama liczba przepisów nie mówi jeszcze, ile rzeczywistych norm prawnych funkcjonuje w systemie.

A tej liczby, jak podkreśla rozmówca, nie znamy.

Przepis to jeszcze nie norma

Jednym z najważniejszych wątków rozmowy jest różnica pomiędzy przepisem a normą prawną.

Przepis jest zapisem znajdującym się w akcie prawnym. Norma prawna jest natomiast znaczeniem, które z tego przepisu – albo z kilku przepisów – zostaje zrekonstruowane.

W praktyce sytuacja może więc wyglądać następująco: jeden przepis może być źródłem kilku norm, kilka przepisów może tworzyć jedną normę, a bardziej skomplikowane konstrukcje prawne mogą być budowane z wielu wzajemnie powiązanych norm.

To prowadzi do zasadniczego pytania: jak zagwarantować, że różni uczestnicy systemu prawnego odczytają te same przepisy w ten sam sposób?

I właśnie tutaj pojawia się pojęcie dyrektyw interpretacyjnych.

Kto ustala zasady interpretacji prawa?

Prof. Miąsko wskazuje na problem braku jednego, formalnie ustalonego i kompletnego katalogu dyrektyw, za pomocą których należy przekształcać treść przepisów w normy prawne.

W rozmowie pojawia się liczba około 32 dyrektyw, choć – jak zaznacza profesor – nie ma pełnej zgody środowiska prawniczego co do ich dokładnej liczby.

To, zdaniem rozmówcy, jest problemem fundamentalnym.

Jeżeli bowiem różni prawnicy mogą stosować różne zestawy reguł interpretacyjnych, a dodatkowo nie istnieje jednoznacznie ustalona hierarchia tych reguł, trudno oczekiwać, aby rezultat interpretacji był zawsze taki sam.

Profesor posługuje się tutaj analogią do matematyki.

Jeżeli rozwiązujemy równanie, musimy zachować określoną kolejność wykonywania działań. Nie możemy dowolnie zdecydować, którą operację wykonamy jako pierwszą, ponieważ może to prowadzić do innego wyniku.

Podobnie – argumentuje – powinno być z prawem.

Jeżeli wynik interpretacji zależy od tego, jakie reguły zastosujemy i w jakiej kolejności, system traci przewidywalność.

Prawo jako system, który powinien tworzyć porządek

W rozmowie pojawia się bardzo mocna definicja funkcji prawa.

„Prawo jest porządkiem”.

Jeżeli prawo jest sztucznym konstruktem stworzonym przez społeczeństwo, jego podstawowym celem powinno być ograniczanie chaosu, a nie jego zwiększanie.

Z tej perspektywy przewidywalność nie jest dodatkiem do dobrego systemu prawnego. Jest jego fundamentem.

Obywatel powinien być w stanie przeczytać przepis, uwzględnić konkretny stan faktyczny i z dużym stopniem pewności przewidzieć konsekwencje swojego działania.

Dotyczy to szczególnie przedsiębiorców.

Jeżeli ktoś chce zainwestować dziesiątki milionów złotych w fabrykę, nie może podejmować decyzji w warunkach, w których ten sam przepis może zostać później odczytany przez urząd lub sąd w zupełnie inny sposób.

W przeciwnym razie ryzyko prawne staje się jednym z podstawowych ryzyk inwestycyjnych.

„Tam, gdzie jest dwóch prawników, są trzy opinie”

Popularne powiedzenie o prawnikach w rozmowie zostaje poddane jeszcze bardziej radykalnej interpretacji.

Jeżeli system nie posiada kompletnego katalogu reguł interpretacyjnych i nie określa ich hierarchii, liczba możliwych interpretacji może – zdaniem profesora – być znacznie większa niż trzy.

W skrajnym ujęciu może być ich bardzo wiele.

To prowadzi do kluczowego rozróżnienia:

różnica zdań pomiędzy dwoma prawnikami nie oznacza automatycznie, że jeden z nich ma rację. Możliwe jest również to, że obaj się mylą.

Jeżeli bowiem sam mechanizm dochodzenia do wyniku nie został wystarczająco uporządkowany, nie można traktować każdej interpretacji jako równie wiarygodnej tylko dlatego, że przedstawił ją profesjonalny prawnik.

Prawo powinno być deterministyczne

Jednym z najbardziej charakterystycznych pojęć rozmowy jest determinizm prawa.

Prof. Miąsko mówi o potrzebie stworzenia systemu, w którym przy określonym przepisie i określonym stanie faktycznym można uzyskać powtarzalny wynik.

Nie chodzi przy tym o wyeliminowanie wszelkiego rozumowania prawniczego. Chodzi o stworzenie takich zasad interpretacji, aby wynik nie zależał arbitralnie od osoby, która w danym momencie stosuje prawo.

W rozmowie przedstawiona zostaje idea budowy systemu deterministycznego i semantycznej reprezentacji prawa. Profesor wskazuje, że nad takim rozwiązaniem pracuje od wielu lat wraz z zespołem naukowców.

Projekt ten przedstawiany jest jako przedsięwzięcie o charakterze nie tylko prawniczym, lecz także inżynieryjnym.

Chodzi o uporządkowanie kolejnych warstw systemu i znalezienie miejsc, w których występują sprzeczności, luki czy błędy logiczne.

Państwo i przedsiębiorca – kto komu służy?

Drugi ogromny obszar rozmowy dotyczy gospodarki.

Według prof. Miąsko przedsiębiorcy są jednym z najważniejszych źródeł finansowania funkcjonowania państwa. Z tego punktu widzenia polityka państwa powinna być nastawiona na wzmacnianie przedsiębiorczości, a nie tworzenie warunków, które zwiększają ryzyko prowadzenia działalności.

W rozmowie padają mocne dane dotyczące liczby firm zamykanych, zawieszanych lub znajdujących się w procesie likwidacji. Profesor interpretuje je jako sygnał ostrzegawczy: państwo nie może jednocześnie oczekiwać coraz większych wpływów od przedsiębiorców i tworzyć środowiska, w którym coraz trudniej jest im funkcjonować.

Pojawia się obraz „legalnej zupy” – rzeczywistości, w której praktycznie każdy element działalności człowieka znajduje się w jakimś kontekście regulacyjnym.

Firma działa w ramach prawa.

Pracownik działa w ramach prawa.

Inwestycja działa w ramach prawa.

Budowa działa w ramach prawa.

Transport, podatki, środowisko, bezpieczeństwo, pozwolenia – wszystko jest częścią tej samej sieci regulacyjnej.

Jeżeli ta sieć staje się zbyt skomplikowana, przedsiębiorca nie może już traktować prawa jako stabilnej podstawy planowania.

Inwestycje potrzebują pewności

W tym kontekście przewidywalność prawa staje się również kwestią konkurencyjności gospodarki.

Inwestor, który podejmuje decyzję o budowie fabryki czy rozwoju przedsiębiorstwa, kalkuluje nie tylko koszt pracy, energii czy transportu.

Kalkuluje również ryzyko regulacyjne.

Jeżeli przepisy są niejasne, a decyzja urzędu może znacząco różnić się od oczekiwań wynikających z lektury przepisów, inwestycja staje się bardziej ryzykowna.

W rozmowie przywołany zostaje przykład przedsiębiorcy związanego z firmą Fakro, który – według relacji przedstawionej w podcaście – miał zdecydować się na rozwój jednej z inwestycji poza Polską z powodu wieloletnich problemów interpretacyjnych i administracyjnych.

Niezależnie od oceny tego konkretnego przypadku, przykład służy profesorowi do pokazania szerszej zasady:

kapitał szuka miejsc, w których reguły gry są możliwie przewidywalne.

Artykuł 7a i problem stosowania prawa

Szczególnie mocno w rozmowie wybrzmiewa kwestia art. 7a Kodeksu postępowania administracyjnego.

Profesor wskazuje, że przepis ten ma służyć ochronie strony w sytuacji wątpliwości dotyczących interpretacji prawa. Problem – w jego ocenie – polega na tym, że przepis może być omijany poprzez stwierdzenie, że w konkretnej sprawie żadnych wątpliwości interpretacyjnych nie ma.

W efekcie różnica pomiędzy interpretacją urzędu a interpretacją strony może zostać sprowadzona do prostego stwierdzenia: „nie mam wątpliwości”.

Profesor opisuje przypadki, w których podejmował działania zmierzające do pociągnięcia do odpowiedzialności dyscyplinarnej osób, które – w jego ocenie – naruszały lub omijały obowiązujące regulacje.

Tutaj rozmowa przechodzi z poziomu technicznego na poziom ustrojowy.

Szacunek dla obywatela

Jedna z najważniejszych tez całego podcastu brzmi: stosowanie prawa jest również kwestią szacunku dla obywatela.

Jeżeli społeczeństwo poprzez swoich przedstawicieli ustanawia określone reguły, a następnie organy państwa nie stosują tych reguł, powstaje problem znacznie głębszy niż pojedyncza decyzja administracyjna.

Pojawia się pytanie o relację pomiędzy obywatelem a państwem.

Prawo zostaje przedstawione jako rodzaj umowy społecznej. Obywatel ma obowiązki, ale jednocześnie oczekuje, że państwo będzie działało według ustanowionych przez siebie reguł.

Jeżeli tak nie jest, zaufanie do instytucji zaczyna się rozpadać.

Właśnie dlatego prof. Miąsko wiąże problem przewidywalności prawa z pojęciem godności obywatela.

Odpowiedzialność urzędników

W rozmowie pojawia się również bardzo zdecydowany postulat: osoby wykonujące władzę publiczną powinny ponosić osobistą odpowiedzialność za świadome działanie sprzeczne z prawem.

Profesor postuluje między innymi odpowiedzialność finansową i karną w sytuacjach, w których urzędnik lub sędzia miałby świadomie działać wbrew obowiązującym regulacjom.

Argument jest prosty: skoro obywatel ponosi konsekwencje naruszenia prawa, to osoby działające w imieniu państwa również powinny odpowiadać za świadome naruszenia.

W tym kontekście rozmowa dotyka także pojęcia contra legem, czyli rozstrzygnięcia lub interpretacji sprzecznej z treścią obowiązującego prawa.

Profesor podkreśla, że problem nie dotyczy jego osobistego stosunku do konkretnych sędziów czy urzędników. Chodzi – jak argumentuje – o przywrócenie systemowi większej przewidywalności.

Od „legalnej zupy” do systemu uporządkowanego

Cała rozmowa prowadzi ostatecznie do jednego pytania:

czy można zbudować państwo, w którym obywatel wie, jakie konsekwencje prawne wynikają z jego działania?

Odpowiedź prof. Miąsko jest twierdząca, ale wymaga – jego zdaniem – zasadniczej zmiany sposobu myślenia o prawie.

Nie wystarczy tworzyć kolejnych ustaw.

Nie wystarczy dodawać kolejnych przepisów.

Nie wystarczy zwiększać liczby urzędników.

Najpierw trzeba uporządkować sam mechanizm funkcjonowania prawa.

Chodzi o stworzenie systemu, w którym:

  • przepisy są spójne,
  • zasady interpretacji są jasno określone,
  • istnieje ich jednoznaczny katalog,
  • wiadomo, jaka jest hierarchia tych zasad,
  • podobne przypadki prowadzą do podobnych rezultatów,
  • obywatel może przewidzieć konsekwencje swojego działania.

Dopiero wtedy prawo może rzeczywiście pełnić funkcję porządkującą.

Trzy filary zmian

W końcowej części rozmowy prof. Miąsko przedstawia wizję opartą na trzech filarach.

1. Gospodarka

Pierwszym filarem jest rozwój przedsiębiorczości.

W tej wizji przedsiębiorstwa nie są problemem, który należy przede wszystkim kontrolować, lecz podstawowym mechanizmem tworzenia dobrobytu i dochodów państwa.

Szczególne znaczenie mają przedsiębiorstwa zdolne do konkurowania na rynkach międzynarodowych. Profesor określa je metaforycznie jako „pompy”, które sprowadzają pieniądze z zagranicy do Polski.

2. Prawo

Drugi filar to uporządkowanie systemu prawnego.

Bez przewidywalnego prawa – argumentuje rozmówca – nie da się trwale zbudować stabilnej gospodarki.

Dlatego tak ważne jest stworzenie systemu, który pozwala obywatelowi czy przedsiębiorcy powiedzieć: „przeczytałem przepis, znam kontekst i wiem, jaki wynik z niego wynika”.

3. Społeczeństwo

Trzecim filarem jest integracja społeczna.

Profesor sprzeciwia się prostemu przeciwstawianiu sobie przedsiębiorców i pracowników. W jego ujęciu obie grupy są od siebie zależne.

Przedsiębiorca potrzebuje pracownika, pracownik potrzebuje przedsiębiorstwa, a zarówno jedni, jak i drudzy funkcjonują w systemie państwowym.

Dlatego zamiast konfliktu potrzebna jest współpraca i wzajemny szacunek.

Czy można zmienić system?

Jednym z ciekawszych pytań Krzysztofa Strobla jest pytanie o to, czy skala problemu nie czyni całego przedsięwzięcia utopią.

Jeżeli system składa się z milionów przepisów, ogromnej liczby norm, wielu warstw interpretacyjnych i wieloletnich sprzeczności, jego naprawa wydaje się zadaniem na dziesięciolecia.

Odpowiedź profesora jest jednak zdecydowana: zmiana jest możliwa, jeżeli problem zostanie potraktowany nie tylko jako kwestia legislacyjna, ale jako problem inżynieryjny i systemowy.

Nie chodzi więc wyłącznie o napisanie kolejnej ustawy.

Chodzi o zaprojektowanie mechanizmu, który będzie działał w sposób powtarzalny.

Prawo jak system bezpieczeństwa

W rozmowie pojawia się niezwykle obrazowa analogia do lotnictwa.

Pilot samolotu nie wykonuje procedury lądowania według własnego uznania. Istnieją szczegółowe procedury i określona kolejność czynności.

Dlaczego?

Ponieważ celem jest uzyskanie powtarzalnego rezultatu – bezpiecznego lądowania.

Zdaniem prof. Miąsko podobnego poziomu systematyczności potrzebuje prawo.

Jeżeli społeczeństwo powierza państwu możliwość ingerowania w życie obywateli, powinno jednocześnie oczekiwać, że system będzie działał według jasnych i przewidywalnych reguł.

Najważniejsze pytanie: dla kogo jest prawo?

Rozmowa Krzysztofa Strobla z prof. SGMiK dr. Mariuszem Miąsko nie jest wyłącznie rozmową o technikaliach prawniczych.

W gruncie rzeczy jest pytaniem o fundament funkcjonowania państwa.

Po co istnieje prawo?

Jeżeli ma tworzyć porządek, powinno ograniczać niepewność.

Jeżeli ma chronić obywatela, obywatel powinien móc się na nim oprzeć.

Jeżeli ma tworzyć warunki dla gospodarki, przedsiębiorca powinien móc podejmować decyzje bez obawy, że po zainwestowaniu pieniędzy ktoś odczyta ten sam przepis w całkowicie inny sposób.

I wreszcie – jeżeli prawo jest elementem umowy społecznej, jego przestrzeganie powinno obowiązywać zarówno obywatela, jak i państwo.

Podsumowanie

Podcast prowadzony przez Krzysztofa Strobla z udziałem prof. SGMiK dr. Mariusza Miąsko stawia bardzo mocną diagnozę: największym problemem nie musi być sama liczba przepisów, lecz brak gwarancji, że z tych przepisów wszyscy wyprowadzą ten sam rezultat.

Rozmówca postuluje stworzenie systemu prawa opartego na przewidywalności, jasno zdefiniowanych regułach interpretacyjnych i określonej hierarchii tych reguł.

W jego wizji reforma prawa nie jest celem samym w sobie. Ma ona służyć czemuś większemu: bezpieczeństwu obywatela, rozwojowi przedsiębiorczości, wzrostowi gospodarczemu i odbudowie zaufania pomiędzy społeczeństwem a państwem.

Najważniejsza myśl rozmowy sprowadza się do prostego założenia:

prawo powinno prowadzić do porządku, a nie produkować chaos.

Jeżeli obywatel czyta przepis i nie może przewidzieć decyzji urzędu, problem nie kończy się na jednej błędnej decyzji. Podważona zostaje sama funkcja prawa jako narzędzia organizującego życie społeczne.

Dlatego pytanie postawione w tytule podcastu – „Przepis mówi jedno. Urząd robi drugie” – jest w istocie pytaniem o znacznie więcej niż pojedynczy konflikt z administracją.

Jest pytaniem o to, czy państwo potrafi zagwarantować obywatelowi, że reguły, które samo ustanowiło, będą rzeczywiście regułami gry.

 


Przygotowała:

Julia Opalińska

Manager ds. organizacyjno- biurowych

Kancelaria Prawna Viggen sp. j.