Fundacja rodzinna – kompleksowy przewodnik dla przedsiębiorców. Jak skutecznie zabezpieczyć majątek i zaplanować sukcesję firmy

Prowadzenie własnej działalności gospodarczej to często efekt wielu lat ciężkiej pracy, podejmowania odważnych decyzji i konsekwentnego budowania wartości przedsiębiorstwa. Dla wielu właścicieli firm przedsiębiorstwo nie jest wyłącznie źródłem dochodu. To dorobek życia, który chcieliby przekazać kolejnym pokoleniom w jak najlepszej kondycji. Niestety praktyka pokazuje, że właśnie moment sukcesji bardzo często staje się największym zagrożeniem dla dalszego funkcjonowania rodzinnego biznesu.

Śmierć właściciela, konflikty pomiędzy spadkobiercami, podział udziałów, brak osoby przygotowanej do zarządzania przedsiębiorstwem czy konieczność spłaty zachowku mogą doprowadzić do sytuacji, w której dobrze prosperująca firma zaczyna tracić swoją wartość. Niejednokrotnie przedsiębiorstwo, które było budowane przez kilkadziesiąt lat, zostaje sprzedane lub podzielone wyłącznie dlatego, że wcześniej nie zaplanowano odpowiedniej sukcesji.

Właśnie z myślą o takich sytuacjach ustawodawca wprowadził do polskiego systemu prawnego fundację rodzinną. To rozwiązanie, które od momentu wejścia w życie przepisów cieszy się coraz większym zainteresowaniem przedsiębiorców, właścicieli spółek oraz osób posiadających znaczny majątek prywatny. Fundacja rodzinna pozwala nie tylko uporządkować kwestie dziedziczenia, ale przede wszystkim stworzyć trwałą strukturę zarządzania majątkiem, która będzie funkcjonowała również wtedy, gdy fundator przestanie aktywnie uczestniczyć w prowadzeniu biznesu.

Fundacja rodzinna jest osobą prawną utworzoną w celu gromadzenia majątku, zarządzania nim oraz realizowania świadczeń na rzecz wskazanych przez fundatora beneficjentów. W praktyce oznacza to, że fundator przekazuje określone składniki swojego majątku do fundacji, a ta staje się ich właścicielem i zarządza nimi zgodnie z zasadami określonymi w statucie.

To właśnie odróżnia fundację rodzinną od klasycznego dziedziczenia. Majątek nie przechodzi automatycznie na spadkobierców, lecz pozostaje własnością fundacji. Beneficjenci korzystają z niego w sposób określony przez fundatora, otrzymując świadczenia pieniężne, możliwość finansowania edukacji, leczenia, utrzymania lub innych potrzeb wskazanych w statucie.

Takie rozwiązanie pozwala uniknąć sytuacji, w której udziały w spółce zostają rozdzielone pomiędzy kilka osób o różnych interesach i odmiennym podejściu do prowadzenia przedsiębiorstwa. Firma może nadal funkcjonować jako jeden organizm, a decyzje dotyczące jej majątku podejmowane są zgodnie z zasadami ustalonymi jeszcze przez fundatora.

Jeszcze kilka lat temu przedsiębiorcy planujący sukcesję korzystali przede wszystkim z testamentów, darowizn lub umów dotyczących zbycia udziałów. Rozwiązania te często okazywały się niewystarczające, zwłaszcza gdy majątek obejmował rozbudowaną strukturę spółek, nieruchomości czy inwestycje zagraniczne.

Fundacja rodzinna pozwala spojrzeć na sukcesję znacznie szerzej. Nie ogranicza się wyłącznie do przekazania majątku następcom prawnym, ale umożliwia stworzenie zasad jego funkcjonowania nawet na kilkadziesiąt lat do przodu.

Fundator może zdecydować, kto będzie zarządzał majątkiem, kto będzie otrzymywał świadczenia, jakie warunki muszą zostać spełnione, aby beneficjent uzyskał określone uprawnienia, a także jakie wartości mają przyświecać działalności fundacji. Dzięki temu przedsiębiorca zachowuje realny wpływ na przyszłość swojej firmy nawet wtedy, gdy sam nie będzie już uczestniczył w jej prowadzeniu.

Choć najczęściej mówi się o fundacjach rodzinnych w kontekście dużych przedsiębiorstw, w praktyce rozwiązanie to znajduje zastosowanie również w przypadku średnich firm rodzinnych oraz osób posiadających znaczący majątek prywatny.

Fundacja rodzinna może okazać się szczególnie korzystna dla właścicieli spółek kapitałowych, przedsiębiorców prowadzących działalność od wielu lat, inwestorów posiadających rozbudowane portfele nieruchomości, osób osiągających dochody z najmu czy rodzin, które chcą uniknąć rozdrobnienia majątku pomiędzy wielu spadkobierców.

Nie oznacza to jednak, że fundacja rodzinna będzie odpowiednim rozwiązaniem w każdej sytuacji. Przed jej założeniem konieczna jest szczegółowa analiza struktury majątkowej, planów sukcesyjnych oraz skutków podatkowych. W wielu przypadkach właściwe zaplanowanie fundacji pozwala osiągnąć znacznie większe korzyści niż tradycyjne przekazanie majątku w drodze dziedziczenia.

Najważniejszym celem fundacji rodzinnej jest zachowanie integralności majątku oraz zapewnienie jego profesjonalnego zarządzania przez wiele pokoleń. W praktyce fundacja bardzo często pełni funkcję rodzinnego centrum zarządzania majątkiem. To do niej trafiają udziały w spółkach, akcje, nieruchomości, środki finansowe oraz inne składniki majątkowe. Następnie fundacja zarządza nimi zgodnie z wolą fundatora i przeznacza osiągane dochody na realizację świadczeń wobec beneficjentów.

Takie rozwiązanie pozwala oddzielić kwestie własności od bieżącego zarządzania przedsiębiorstwem. Nie każdy spadkobierca musi zostać przedsiębiorcą, aby korzystać z owoców pracy poprzednich pokoleń. Jednocześnie firma nie jest narażona na konflikty wynikające z podziału udziałów pomiędzy wielu właścicieli. Dla wielu rodzin równie istotna jest możliwość zachowania wypracowanych wartości. Fundator może określić w statucie nie tylko zasady funkcjonowania fundacji, lecz także cele, którymi powinny kierować się jej organy. Dzięki temu fundacja staje się narzędziem budowania wielopokoleniowej odpowiedzialności za rodzinny majątek.

Fundatorem może być osoba fizyczna posiadająca pełną zdolność do czynności prawnych. Co istotne, fundator nie musi rezygnować z korzystania z majątku wniesionego do fundacji. Przepisy pozwalają, aby był jednocześnie beneficjentem i otrzymywał świadczenia na zasadach określonych w statucie.

Jeżeli fundacja powstaje na podstawie aktu założycielskiego, może zostać ustanowiona przez kilku fundatorów. Takie rozwiązanie często wybierają małżonkowie prowadzący wspólnie działalność gospodarczą lub rodzeństwo będące współwłaścicielami rodzinnej firmy.

Fundacja ustanowiona testamentem może mieć wyłącznie jednego fundatora. W takim przypadku niezwykle istotne staje się dochowanie terminów związanych z wpisem do rejestru fundacji rodzinnych, ponieważ od tego zależy możliwość skutecznego funkcjonowania fundacji po śmierci spadkodawcy.

Krąg beneficjentów fundacji rodzinnej może zostać określony bardzo szeroko. Nie muszą to być wyłącznie członkowie najbliższej rodziny. Fundator może wskazać również dalszych krewnych, osoby niespokrewnione czy organizacje prowadzące działalność pożytku publicznego. To fundator decyduje, kto będzie korzystał z majątku fundacji oraz na jakich zasadach. Statut może przewidywać comiesięczne świadczenia pieniężne, finansowanie kosztów nauki, pokrywanie wydatków związanych z leczeniem, zakup mieszkania, wsparcie przy rozpoczęciu działalności gospodarczej czy inne formy pomocy.

Możliwe jest również uzależnienie otrzymywania świadczeń od spełnienia określonych warunków. Fundator może przykładowo postanowić, że beneficjent otrzyma środki dopiero po ukończeniu studiów, osiągnięciu określonego wieku lub rozpoczęciu pracy zawodowej. Takie rozwiązania pozwalają realizować długofalową politykę rodzinną i motywować kolejne pokolenia do rozwoju.

Proces utworzenia fundacji rodzinnej rozpoczyna się od podjęcia decyzji dotyczącej jej celu oraz sposobu funkcjonowania. Dopiero kolejnym etapem jest przygotowanie dokumentów. Fundator składa oświadczenie o ustanowieniu fundacji rodzinnej w formie aktu notarialnego albo ustanawia ją w testamencie. Następnie sporządzany jest statut, który stanowi najważniejszy dokument regulujący działalność fundacji.

Kolejnym krokiem jest wniesienie funduszu założycielskiego o wartości co najmniej 100 tysięcy złotych. W praktyce majątek przekazywany fundacji jest zazwyczaj znacznie większy i obejmuje udziały w spółkach, nieruchomości, akcje oraz inne wartościowe aktywa. Ostatnim etapem jest wpis fundacji do rejestru fundacji rodzinnych prowadzonego przez Sąd Okręgowy w Piotrkowie Trybunalskim. Dopiero z chwilą wpisu fundacja uzyskuje osobowość prawną i może rozpocząć działalność.

Największym błędem popełnianym przez przedsiębiorców jest przekonanie, że statut fundacji stanowi jedynie formalność. W rzeczywistości to właśnie on decyduje o tym, czy fundacja będzie skutecznie realizowała cele fundatora przez kolejne dziesięciolecia. To w statucie określa się sposób zarządzania majątkiem, zasady wypłaty świadczeń, kompetencje organów, procedury podejmowania decyzji, sposób powoływania nowych członków zarządu oraz reguły funkcjonowania zgromadzenia beneficjentów. Źle przygotowany statut może doprowadzić do wieloletnich sporów rodzinnych, paraliżu decyzyjnego, a nawet utraty części korzyści podatkowych. Z tego względu opracowanie statutu powinno być poprzedzone szczegółową analizą potrzeb fundatora, struktury majątku oraz planów dotyczących przyszłości przedsiębiorstwa.

Fundacja rodzinna, podobnie jak spółki kapitałowe, posiada własną strukturę organizacyjną. Ma to ogromne znaczenie z punktu widzenia bezpieczeństwa majątku, ponieważ decyzje dotyczące jego zarządzania nie są uzależnione od jednej osoby ani od zmieniającej się sytuacji rodzinnej. Przepisy przewidują trzy podstawowe organy fundacji: zarząd, zgromadzenie beneficjentów oraz radę nadzorczą.

Najważniejszą rolę odgrywa zarząd. To właśnie jego członkowie prowadzą sprawy fundacji i reprezentują ją na zewnątrz. W praktyce odpowiadają za bieżące zarządzanie majątkiem, podejmowanie decyzji inwestycyjnych, wykonywanie postanowień statutu oraz realizowanie świadczeń na rzecz beneficjentów. Zarząd może składać się z jednej lub kilku osób. Członkiem zarządu może zostać zarówno fundator, jak i beneficjent, ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby funkcję tę powierzono profesjonalnemu menedżerowi lub doradcy spoza rodziny. W wielu przypadkach właśnie takie rozwiązanie pozwala uniknąć konfliktów pomiędzy członkami rodziny oraz zapewnia profesjonalne zarządzanie majątkiem.

Drugim organem jest zgromadzenie beneficjentów. Nie wszyscy beneficjenci muszą jednak automatycznie wchodzić w jego skład. O tym, kto będzie posiadał prawo uczestniczenia w zgromadzeniu, decyduje statut fundacji. Organ ten podejmuje uchwały w najważniejszych sprawach dotyczących funkcjonowania fundacji, między innymi zatwierdza sprawozdania finansowe oraz podejmuje decyzje w przypadkach przewidzianych ustawą lub statutem.

Rada nadzorcza ma charakter fakultatywny, chyba że liczba beneficjentów przekroczy dwadzieścia pięć osób. Wówczas jej powołanie staje się obowiązkowe. Zadaniem rady jest kontrolowanie działalności zarządu oraz czuwanie nad tym, aby fundacja działała zgodnie z prawem i postanowieniami statutu. W praktyce rada nadzorcza często pełni funkcję gwaranta realizacji woli fundatora również wiele lat po jego śmierci.

Dobrze zaprojektowana struktura organizacyjna fundacji ma ogromne znaczenie dla jej stabilności. Już na etapie tworzenia statutu warto odpowiedzieć sobie na pytanie, kto będzie podejmował decyzje za dziesięć, dwadzieścia czy trzydzieści lat. Właśnie dlatego przygotowanie dokumentów powinno być poprzedzone analizą nie tylko aktualnej sytuacji rodzinnej, ale również możliwych zmian w przyszłości.

Warto podkreślić, że  fundacja rodzinna nie może prowadzić działalność gospodarczą na takich samych zasadach jak spółka z ograniczoną odpowiedzialnością lub spółka akcyjna. Fundacja rodzinna nie została powołana po to, aby konkurować na rynku z przedsiębiorcami. Jej podstawowym zadaniem jest zarządzanie majątkiem oraz jego ochrona. Z tego względu ustawodawca dopuścił możliwość prowadzenia działalności gospodarczej jedynie w ściśle określonym zakresie.

Fundacja może między innymi wynajmować i dzierżawić nieruchomości, uczestniczyć w spółkach handlowych, funduszach inwestycyjnych oraz innych podmiotach, nabywać i zbywać papiery wartościowe, udzielać pożyczek spółkom, w których posiada udziały, a także swoim beneficjentom. Dopuszczalne jest również prowadzenie działalności związanej z gospodarstwem rolnym czy gospodarką leśną na zasadach przewidzianych w ustawie.

Nie oznacza to jednak pełnej swobody prowadzenia biznesu. Jeżeli fundacja zacznie wykonywać działalność wykraczającą poza ustawowy katalog, utraci część preferencji podatkowych. W takim przypadku dochody z niedozwolonej działalności zostaną opodatkowane podatkiem CIT według stawki wynoszącej 25 procent. W niektórych przypadkach zastosowanie może znaleźć również szczególna stawka 19 procent, między innymi przy najmie przedsiębiorstwa lub jego zorganizowanej części na rzecz podmiotów powiązanych z fundacją. Dlatego jeszcze przed wniesieniem przedsiębiorstwa do fundacji warto dokładnie przeanalizować model jej funkcjonowania oraz zakres planowanych działań. Pozwala to uniknąć kosztownych błędów podatkowych.

To właśnie kwestie podatkowe sprawiają, że fundacja rodzinna budzi tak duże zainteresowanie przedsiębiorców. Wbrew obiegowym opiniom nie jest to jednak rozwiązanie całkowicie zwolnione z opodatkowania. System został skonstruowany w taki sposób, aby podatki pojawiały się przede wszystkim na etapie wypłaty świadczeń.

Już samo utworzenie fundacji rodzinnej oraz wniesienie do niej majątku nie powoduje obowiązku zapłaty podatku od czynności cywilnoprawnych ani podatku dochodowego. Dzięki temu przedsiębiorca może przekazać do fundacji udziały w spółkach, akcje czy nieruchomości bez dodatkowych obciążeń podatkowych związanych z samym wniesieniem majątku.

Fundacja korzysta również ze zwolnienia podmiotowego z podatku dochodowego, dopóki działa w granicach określonych przez ustawę. Obowiązek zapłaty podatku pojawia się przede wszystkim w chwili przekazywania świadczeń beneficjentom albo wydania majątku w związku z rozwiązaniem fundacji. W takich przypadkach fundacja płaci 15-procentowy podatek CIT. Znaczenie ma także stopień pokrewieństwa pomiędzy fundatorem a beneficjentem. Najbliższa rodzina, zaliczana do tzw. grupy zero, korzysta ze zwolnienia z podatku PIT od otrzymywanych świadczeń. Obejmuje ono między innymi małżonka, dzieci, wnuki, rodziców, dziadków, rodzeństwo, pasierbów, ojczyma oraz macochę. Osoby należące do pierwszej i drugiej grupy podatkowej zapłacą podatek dochodowy według stawki 10 procent. Pozostali beneficjenci będą zobowiązani do zapłaty podatku w wysokości 15 procent.

Odpowiednie zaplanowanie struktury fundacji pozwala zatem nie tylko uporządkować sukcesję, lecz również zoptymalizować sposób przekazywania majątku kolejnym pokoleniom.

Jednym z największych problemów związanych z planowaniem sukcesji od wielu lat pozostaje zachowek. W praktyce bardzo często zdarza się, że osoby, które nigdy nie uczestniczyły w prowadzeniu przedsiębiorstwa, po śmierci właściciela domagają się wysokich kwot od spadkobierców lub od samej firmy. Niejednokrotnie prowadzi to do konieczności sprzedaży części majątku tylko po to, aby zaspokoić roszczenia uprawnionych. Fundacja rodzinna nie likwiduje instytucji zachowku, jednak znacząco zmienia zasady jego funkcjonowania.

Obowiązujące przepisy umożliwiają zrzeczenie się prawa do zachowku, odroczenie terminu jego zapłaty, rozłożenie należności na raty, a w szczególnych sytuacjach również obniżenie jego wysokości. Co więcej, przy obliczaniu zachowku nie zawsze uwzględnia się cały majątek przekazany wcześniej do fundacji. W określonych przypadkach fundusz założycielski wniesiony do fundacji ponad dziesięć lat przed otwarciem spadku nie będzie doliczany do masy spadkowej. Dla przedsiębiorców oznacza to możliwość znacznie lepszego zaplanowania sukcesji niż w przypadku klasycznego testamentu.

Co więcej, przepisy przewidują możliwość powołania fundacji rodzinnej do dziedziczenia. Rozwiązanie to pozwala zachować integralność przedsiębiorstwa nawet po śmierci fundatora. Zamiast rozdzielania udziałów pomiędzy wielu spadkobierców, cały majątek może trafić do fundacji, która będzie nim zarządzała zgodnie z wolą fundatora. Beneficjenci nadal będą korzystać z przewidzianych dla nich świadczeń, jednak przedsiębiorstwo pozostanie w jednej strukturze organizacyjnej. To rozwiązanie znajduje zastosowanie przede wszystkim w dużych firmach rodzinnych, gdzie zachowanie jedności właścicielskiej ma kluczowe znaczenie dla dalszego rozwoju przedsiębiorstwa.

Choć sama procedura utworzenia fundacji nie należy do szczególnie skomplikowanych, praktyka pokazuje, że wiele problemów pojawia się dopiero po jej zarejestrowaniu. Jednym z najczęstszych błędów jest kopiowanie statutu z gotowych wzorów dostępnych w internecie. Każda fundacja powinna być dostosowana do konkretnej rodziny, struktury majątku oraz planów sukcesyjnych. Dokument przygotowany bez uwzględnienia indywidualnych potrzeb może prowadzić do sporów pomiędzy beneficjentami i utrudniać podejmowanie decyzji przez organy fundacji. Równie często przedsiębiorcy koncentrują się wyłącznie na korzyściach podatkowych, pomijając kwestie organizacyjne. Tymczasem fundacja rodzinna ma funkcjonować przez wiele lat, dlatego najważniejsze znaczenie mają przejrzyste zasady zarządzania oraz odpowiednio określone kompetencje poszczególnych organów. Problemy pojawiają się również wtedy, gdy fundator nie przeprowadza analizy wpływu fundacji na działalność prowadzonych spółek, relacje z bankami czy obowiązujące umowy handlowe. Każda z tych kwestii powinna zostać zweryfikowana jeszcze przed wniesieniem majątku do fundacji.

Fundacja rodzinna niewątpliwie stanowi jedno z najciekawszych narzędzi planowania sukcesji dostępnych obecnie w polskim systemie prawnym. Nie oznacza to jednak, że będzie najlepszym rozwiązaniem w każdej sytuacji. Przed podjęciem decyzji należy przeanalizować wartość majątku, strukturę prowadzonego biznesu, sytuację rodzinną, plany dotyczące przyszłości przedsiębiorstwa oraz konsekwencje podatkowe. Dopiero kompleksowa analiza pozwala odpowiedzieć na pytanie, czy utworzenie fundacji rodzinnej rzeczywiście przyniesie oczekiwane korzyści. W wielu przypadkach właściwie zaprojektowana fundacja staje się fundamentem wielopokoleniowej sukcesji i pozwala uniknąć problemów, które często pojawiają się dopiero po śmierci właściciela przedsiębiorstwa.

Fundacja rodzinna to znacznie więcej niż sporządzenie aktu notarialnego i wpis do rejestru. To proces wymagający połączenia wiedzy z zakresu prawa cywilnego, handlowego, spadkowego oraz podatkowego. Każda decyzja dotycząca treści statutu czy sposobu wniesienia majątku może wywoływać skutki przez wiele kolejnych lat, dlatego warto zadbać o to, aby cała struktura została przygotowana z najwyższą starannością. Nasza Kancelaria może wesprzeć  przedsiębiorców na każdym etapie tworzenia fundacji rodzinnej. Przeanalizujemy  sytuację prawną i majątkową klienta, projektujemy rozwiązania dostosowane do potrzeb konkretnej rodziny, przygotowujemy statut, uczestniczymy w procesie rejestracji oraz zapewniamy bieżące doradztwo po rozpoczęciu działalności fundacji.

Jeżeli zastanawiają się Państwo, czy fundacja rodzinna będzie właściwym rozwiązaniem dla prowadzonego biznesu, zapraszamy do kontaktu z naszą Kancelarią. Chętnie przedstawimy dostępne możliwości i pomożemy wypracować model sukcesji, który zapewni bezpieczeństwo majątku oraz stabilny rozwój przedsiębiorstwa na kolejne pokolenia.

Zachęcamy również do obserwowania naszych profili w mediach społecznościowych. Regularnie publikujemy analizy zmian w przepisach, praktyczne komentarze dotyczące prawa gospodarczego, podatkowego i spadkowego oraz wskazówki, które pomagają przedsiębiorcom podejmować świadome decyzje biznesowe. Dzięki temu są Państwo na bieżąco z najważniejszymi zmianami prawa i mogą szybciej reagować na pojawiające się wyzwania.

Zapraszamy do współpracy:

tel.: 509-982-577, 12 637-24-57,

e-mail: biuro11@viggen.pl

tel.: 519-140-984,

e-mail.: jak@viggen.pl

Przygotowała:

Monika Bednarz

Radca Prawny- p.o. kierownika działu procesowego

Kancelaria Prawna Viggen sp.j.

Fala upałów a transport ciężki: czy Polska rozważa zaostrzenie zakazów jazdy dla ciężarówek w gorące dni?

Europa mierzy się obecnie z jedną z najbardziej intensywnych fal upałów ostatnich lat. W wielu krajach temperatury przekraczają 40°C, a władze publiczne wdrażają nadzwyczajne rozwiązania mające na celu ograniczenie skutków ekstremalnych warunków atmosferycznych. Podejmowane działania obejmują nie tylko mieszkańców, ale również sektor transportu drogowego. W wielu państwach pojawiają się pytania, czy utrzymujące się wysokie temperatury doprowadzą do wprowadzenia dodatkowych zakazów ruchu dla pojazdów ciężarowych.

Dla przedsiębiorców z branży transportowej nie jest to wyłącznie kwestia organizacji przewozów. Ewentualne ograniczenia mogą skutkować opóźnieniami dostaw, utrudniać planowanie czasu pracy kierowców, wymuszać wyznaczanie dłuższych tras oraz prowadzić do wzrostu kosztów prowadzenia działalności.

Ekstremalne temperatury stanowią zagrożenie nie tylko dla ludzi, lecz także dla infrastruktury drogowej.

W okresach długotrwałych upałów nawierzchnie asfaltowe ulegają silnemu nagrzaniu, co może prowadzić do ich deformacji. Najbardziej narażone są drogi o dużym natężeniu ruchu pojazdów ciężarowych. W skrajnych przypadkach mogą pojawić się koleiny, pęknięcia oraz miejscowe uszkodzenia nawierzchni.

Wysokie temperatury mają również istotny wpływ na bezpieczeństwo kierowców. Wielogodzinna jazda przy temperaturach przekraczających 35–40°C zwiększa ryzyko odwodnienia, pogorszenia koncentracji oraz szybszego zmęczenia.

Z tego względu część państw europejskich dopuszcza możliwość czasowego zaostrzenia ograniczeń dotyczących ruchu pojazdów ciężarowych w okresach występowania ekstremalnych upałów.

Które państwa najczęściej decydują się na wprowadzenie dodatkowych ograniczeń?

Najbardziej rygorystyczne rozwiązania stosowane są zazwyczaj w krajach Europy Południowej.

Dotyczy to przede wszystkim:

  • Włoch,
  • Francji,
  • Austrii,
  • Hiszpanii,
  • wybranych regionów Niemiec.

Jak wynika z informacji branżowych, w poprzednich latach władze Austrii wielokrotnie dostosowywały obowiązujące ograniczenia ruchu pojazdów ciężarowych do aktualnych prognoz pogodowych oraz stanu infrastruktury drogowej podczas fal upałów.

Niezależnie od wysokich temperatur większość państw europejskich stosuje również sezonowe wakacyjne zakazy ruchu dla ciężarówek. W 2026 roku dodatkowe ograniczenia obowiązują między innymi we Francji, Niemczech, Austrii, Włoszech, Czechach, Słowenii oraz Polsce.

Czy w Polsce mogą zostać wprowadzone dodatkowe zakazy związane z upałami?

Tak. Obowiązujące przepisy przewidują możliwość czasowego ograniczenia ruchu pojazdów ciężarowych w przypadku wystąpienia bardzo wysokich temperatur.

Podstawę prawną stanowi art. 41 ustawy o drogach publicznych. Zgodnie z tym przepisem zarządcy dróg mogą wprowadzać ograniczenia dotyczące pojazdów o określonym nacisku osi, jeżeli istnieje zagrożenie uszkodzenia nawierzchni.

W praktyce oznacza to, że podczas szczególnie intensywnych fal upałów Generalny Dyrektor Dróg Krajowych i Autostrad lub inni zarządcy dróg mogą czasowo ograniczyć ruch pojazdów ciężkich na wybranych odcinkach sieci drogowej.

Naruszenie obowiązujących ograniczeń może skutkować nałożeniem kar administracyjnych oraz odpowiedzialnością za szkody wyrządzone infrastrukturze drogowej.

Nie jest to jednak rozwiązanie stosowane automatycznie. Każdorazowo decyzja podejmowana jest indywidualnie z uwzględnieniem:

  • prognozowanych temperatur,
  • rodzaju nawierzchni,
  • stanu technicznego drogi,
  • natężenia ruchu.

W ostatnich latach tego rodzaju ograniczenia były wprowadzane stosunkowo rzadko i obejmowały przede wszystkim odcinki dróg najbardziej narażone na uszkodzenia spowodowane wysokimi temperaturami.

Niezależnie od ewentualnych ograniczeń wynikających z fal upałów przewoźnicy powinni pamiętać o obowiązujących każdego roku wakacyjnych zakazach ruchu.

W 2026 roku obowiązują one w okresie od 26 czerwca do 30 sierpnia i dotyczą pojazdów oraz zespołów pojazdów o dopuszczalnej masie całkowitej przekraczającej 12 ton. Zakazy obowiązują:

  • w piątki w godzinach od 18:00 do 22:00,
  • w soboty od 8:00 do 14:00,
  • w niedziele od 8:00 do 22:00.

Ograniczenia obejmują zdecydowaną większość przewozów drogowych realizowanych przez przedsiębiorców wykonujących działalność transportową.

Ekstremalne temperatury powodują dla przewoźników także szereg dodatkowych wyzwań związanych z codzienną organizacją transportu.

Przedsiębiorcy powinni zwrócić szczególną uwagę na:

  • szybsze zużywanie się ogumienia,
  • częstsze usterki układów chłodzenia,
  • wzrost temperatury przewożonych ładunków,
  • większe ryzyko uszkodzenia towarów wrażliwych na wysokie temperatury,
  • wydłużenie czasu niezbędnego do załadunku i rozładunku,
  • obowiązek zapewnienia kierowcom odpowiednich warunków wykonywania pracy.

Szczególną ostrożność podczas wysokich temperatur powinni zachować również przewoźnicy realizujący transport towarów niebezpiecznych (ADR). W przypadku niektórych substancji chemicznych wzrost temperatury może wpływać na właściwości przewożonych materiałów, zwiększać ryzyko wystąpienia reakcji chemicznych lub powodować wzrost ciśnienia w opakowaniach i cysternach. Z tego względu w okresie fal upałów szczególnie istotne staje się przestrzeganie wymogów ADR dotyczących zabezpieczenia ładunku, jego monitorowania oraz warunków przewozu poszczególnych grup materiałów niebezpiecznych.

Należy pamiętać, że zgodnie z przepisami prawa pracy pracodawca jest zobowiązany do zapewnienia pracownikom bezpiecznych i odpowiednich warunków wykonywania obowiązków również w okresach występowania wysokich temperatur.

W obecnych warunkach przedsiębiorcy prowadzący działalność transportową powinni na bieżąco śledzić komunikaty publikowane przez:

  • GDDKiA,
  • służby drogowe państw tranzytowych,
  • administrację transportową poszczególnych krajów,
  • systemy informacji drogowej.

Jest to szczególnie istotne w przypadku przewozów realizowanych do Francji, Włoch, Austrii oraz Niemiec, gdzie okres wakacyjny tradycyjnie wiąże się z dodatkowymi ograniczeniami dotyczącymi ruchu pojazdów ciężarowych.

Obowiązujące zakazy ruchu, utrzymujące się ekstremalne temperatury oraz utrudnienia wynikające ze stanu infrastruktury mogą bezpośrednio wpływać na terminowość realizacji przewozów. Nie oznacza to jednak, że przewoźnik automatycznie zostanie zwolniony z odpowiedzialności za opóźnienie dostawy.

W przewozach międzynarodowych podstawowe znaczenie mają postanowienia Konwencji CMR. Zgodnie z jej regulacjami przewoźnik ponosi odpowiedzialność za opóźnienie w dostawie, chyba że wykaże, iż zostało ono spowodowane okolicznościami, których nie był w stanie uniknąć ani zapobiec ich skutkom. Oznacza to, że samo powołanie się na wysokie temperatury lub sezonowe zakazy ruchu może okazać się niewystarczające. Przewoźnik powinien wykazać, że właściwie zaplanował trasę, uwzględnił obowiązujące ograniczenia, monitorował komunikaty drogowe oraz podjął rozsądne działania mające na celu ograniczenie skutków występujących utrudnień.

Odmiennie należy oceniać sytuacje, w których zakaz ruchu został wprowadzony nagle, lokalnie lub w sposób niemożliwy do przewidzenia na etapie przyjmowania zlecenia. W takich przypadkach przewoźnik może powoływać się na nadzwyczajne okoliczności pozostające poza jego kontrolą. Nadal jednak kluczowe znaczenie będzie miało odpowiednie udokumentowanie przebiegu zdarzeń, w szczególności poprzez zachowanie komunikatów służb drogowych, informacji o obowiązujących zakazach, zapisów z systemów GPS, korespondencji prowadzonej ze zleceniodawcą oraz dokumentów potwierdzających rzeczywisty czas postoju.

Szczególnej ostrożności wymagają również przewozy towarów wrażliwych na wysokie temperatury, takich jak żywność, leki, kosmetyki, elektronika czy inne produkty, których właściwości lub jakość mogą ulec pogorszeniu wskutek przegrzania. W takich przypadkach przewoźnik powinien zadbać nie tylko o odpowiedni stan techniczny pojazdu i urządzeń chłodniczych, lecz również o stałe monitorowanie temperatury przewożonego ładunku. Brak właściwej reakcji na ekstremalne warunki atmosferyczne może zostać uznany za nienależyte wykonanie umowy przewozu.

Z praktycznego punktu widzenia przedsiębiorcy transportowi powinni postrzegać fale upałów nie tylko jako wyzwanie organizacyjne, ale również jako potencjalne źródło odpowiedzialności kontraktowej. W przypadku ewentualnego sporu kluczowe znaczenie może mieć nie sam fakt wystąpienia upałów lub zakazu ruchu, lecz możliwość wykazania przez przewoźnika, że dochował należytej staranności podczas planowania i realizacji przewozu.

Warto również odpowiednio zabezpieczać swoje interesy już na etapie przyjmowania zleceń transportowych. Przy przewozach wykonywanych w okresie letnim, zwłaszcza na trasach przebiegających przez kraje Europy Południowej i Zachodniej, zasadne jest uwzględnianie potencjalnych ograniczeń ruchu przy planowaniu terminów dostaw. W razie potrzeby warto także zastrzec w korespondencji ze zleceniodawcą, że termin realizacji przewozu może ulec zmianie w przypadku wprowadzenia nadzwyczajnych ograniczeń administracyjnych lub wystąpienia ekstremalnych warunków pogodowych. Takie działanie nie wyłącza odpowiedzialności przewoźnika, jednak może znacząco wzmocnić jego pozycję dowodową w razie późniejszych roszczeń.

Należy również pamiętać, że w przypadku przewozów realizowanych przez terytorium kilku państw przewoźnik powinien na bieżąco monitorować nie tylko przepisy obowiązujące w kraju załadunku i rozładunku, ale również regulacje państw tranzytowych. W praktyce zdarzają się bowiem sytuacje, w których ograniczenia ruchu obowiązują wyłącznie na określonych odcinkach dróg lub w wybranych regionach, co może wymagać całkowitej zmiany wcześniej zaplanowanej trasy.

Obecnie w Polsce nie obowiązują ogólnokrajowe nadzwyczajne zakazy ruchu pojazdów ciężarowych wprowadzone wyłącznie z powodu fali upałów. Nie oznacza to jednak, że lokalne lub czasowe ograniczenia nie mogą zostać ustanowione na wybranych odcinkach dróg.

Przewoźnicy powinni natomiast uwzględniać obowiązujące od końca czerwca wakacyjne zakazy ruchu oraz możliwość pojawienia się dodatkowych ograniczeń w państwach Europy Zachodniej i Południowej. W okresie rekordowo wysokich temperatur właściwe planowanie tras, czasu pracy kierowców oraz harmonogramów dostaw ma równie istotne znaczenie jak znajomość obowiązujących przepisów transportowych.

Z praktycznego punktu widzenia przedsiębiorcy transportowi powinni już na etapie planowania przewozów międzynarodowych uwzględniać ryzyko występowania fal upałów. Pozwala to nie tylko ograniczyć prawdopodobieństwo opóźnień i wzrostu kosztów działalności, ale również zmniejszyć ryzyko sporów z kontrahentami oraz odpowiedzialności za uszkodzenie ładunku lub nieterminowe wykonanie przewozu.

Opracowała

Karolina Grzelec

Kierownik Działu Silnik Prawny

Kancelaria Prawna Viggen Sp.j

Zadłużenie Polski w kontekście iluzji PKB – tego władza Ci nie mówi

I. Wprowadzenie

W niektórych moich wystąpieniach medialnych, w których wskazywałem, że Polska w praktyce funkcjonuje jak państwo niewypłacalne, ponieważ nie jest w stanie z bieżących dochodów budżetowych pokrywać swoich zobowiązań ani nawet obsługiwać odsetek, pojawiły się głosy sprzeciwu. Część komentujących – za co dziękuję, bo stało się to impulsem do tej publikacji – twierdziła, że mowa o „bankructwie” Polski jest nieuzasadniona, ponieważ relacja długu do PKB nie przekracza konstytucyjnych progów.

Podobne opinie słyszałem również w rozmowach z przedstawicielami polityki i mediów.

Takie podejście pokazuje, jak głęboko niezrozumiana jest skala oraz mechanika zadłużenia państwa.

Dlatego przygotowałem tę publikację w możliwie prostym języku, aby wyjaśnić realne ryzyka wynikające z obecnego poziomu długu publicznego.

Tłumaczę w niej, na czym polega pozorna „bezpieczna” narracja oparta o PKB, dlaczego jest ona myląca oraz czemu struktura polskiego zadłużenia jest szczególnie niekorzystna.

Pokazuję także, dlaczego ten sam poziom długu może mieć zupełnie inne znaczenie w Polsce niż w krajach takich jak Niemcy, USA czy Japonia.

Wyjaśniam również, co faktycznie stoi za PKB i dlaczego jego źródła w obecnym modelu gospodarki nie dają realnej zdolności do spłaty zobowiązań państwa.

Celem publikacji jest zwiększenie świadomości obywateli w zakresie mechanizmu zadłużania państwa i jego konsekwencji.

Nie jest to tekst akademicki, dlatego uproszczenia i uogólnienia są świadome.

W przestrzeni publicznej często słyszymy, że „dług nie jest problemem, bo liczy się PKB”. Wskazuję, dlaczego takie podejście może być błędne i w wielu aspektach prowadzi do fałszywego poczucia bezpieczeństwa.


II. Rozwinięcie

1. Na czym polega i jak duże jest zadłużenie Polski?

Państwo nie zaciąga kredytu w klasycznym banku. Finansowanie odbywa się głównie poprzez emisję obligacji skarbowych. W praktyce oznacza to, że każdy nabywca takich papierów staje się wierzycielem państwa.

Obecnie dług publiczny Polski przekracza 2,2 biliona złotych, co stanowi wielokrotność rocznych dochodów budżetowych (ok. 647 mld zł).

W zależności od metodologii, zadłużenie wynosi ok. 3,1-krotność rocznych dochodów w ujęciu oficjalnym lub nawet 3,8-krotność według pełniejszych standardów unijnych.

Budżet państwa na poziomie ok. 918,9 mld zł nie ma pełnego pokrycia w realnych dochodach – różnica rzędu ok. 272 mld zł musi być finansowana długiem.

Oznacza to, że około 30% wydatków państwa pokrywane jest poprzez emisję zobowiązań.

W praktyce Polska funkcjonuje więc w modelu stałego finansowania deficytowego, a część kosztów – w tym odsetki – nie jest pokrywana z bieżących wpływów.


2. Dlaczego politycy uspokajają opinię publiczną?

W debacie publicznej pojawia się kilka powtarzanych argumentów:

a) Polska nie przekracza progu 60% PKB, co ma oznaczać bezpieczeństwo fiskalne – w praktyce jest to uproszczenie, które nie oddaje realnej struktury długu.

b) PKB rośnie, więc gospodarka „udźwignie” zadłużenie – jednak wzrost ten nie zawsze wynika z trwałych i stabilnych źródeł dochodu.

c) większość długu ma charakter wewnętrzny – czyli jest ulokowana w krajowych instytucjach – co formalnie jest prawdą, ale ekonomicznie nie eliminuje ryzyka.

d) zadłużanie się jest „normalne” i stosowane w innych państwach – co pomija fakt, że skala i struktura długu w różnych krajach ma zupełnie inne konsekwencje.

Często argumentuje się również, że kredyt jest narzędziem rozwoju. To prawda tylko wtedy, gdy finansuje realny wzrost przyszłych dochodów państwa. W przeciwnym razie staje się jedynie przesunięciem problemu w czasie.


3. PKB a dług – gdzie pojawia się zniekształcenie obrazu?

Wskaźnik długu do PKB porównuje zobowiązania państwa do wartości całej gospodarki.

W uproszczeniu traktuje się PKB jako odpowiednik rocznego „dochodu” kraju. Jednak w rzeczywistości PKB nie jest realnym budżetem państwa ani jego dostępem do gotówki.

To jedynie statystyczny opis wartości wytworzonych dóbr i usług.

Z tego powodu relacja dług/PKB może tworzyć złudzenie bezpieczeństwa, mimo że państwo nie dysponuje bezpośrednio środkami odpowiadającymi tej wartości.


4. Jak ocenia się ryzyko zadłużenia państw?

Na rynkach finansowych nie istnieje jeden twardy próg bankructwa – kluczowe znaczenie ma zaufanie inwestorów i koszt obsługi długu.

Przyjmuje się jednak orientacyjne poziomy:

  • poniżej 30% PKB – niski poziom zadłużenia
  • 30–60% PKB – poziom umiarkowany
  • 60–90% PKB – poziom podwyższonego ryzyka
  • 90–100% PKB i więcej – strefa ryzyka strukturalnego
  • powyżej 150% PKB – poziom krytyczny lub specyficzny

W tym ujęciu Polska formalnie mieści się jeszcze w bezpieczniejszych widełkach, jednak ten obraz może być mylący, jeśli nie uwzględnia się realnej struktury długu i źródeł finansowania gospodarki.

Już pojawia się pytanie, dlaczego kolejne rządy nie pokazują pełnego obrazu PKB, tylko opierają się na danych oficjalnych.

Odpowiem wprost.

Po pierwsze, każdy rząd działa w logice kadencji. Liczy się pokazanie efektów w ciągu 4 lat, a nie realna kondycja państwa w perspektywie dekad. W dodatku większość społeczeństwa – podobnie jak część mediów – nie analizuje mechanizmów PKB i długu, co pozwala utrzymywać uproszczoną narrację.

Po drugie, ujawnienie bardziej realistycznego obrazu PKB oznaczałoby natychmiastowy spadek wiarygodności kraju w oczach rynków finansowych i agencji ratingowych. To z kolei przełożyłoby się na wzrost kosztów obsługi długu – czyli droższe obligacje i wyższe oprocentowanie, potencjalnie nawet rzędu 7–8%.

Dlatego bardziej „opłaca się” utrzymywać oficjalną narrację stabilności niż ryzykować wzrost kosztów finansowania państwa. W praktyce tworzy to obraz, w którym „nie ma problemu”, mimo że poziom zadłużenia systematycznie rośnie.


5. Jak rynki kapitałowe oceniają zadłużenie państw?

Na rynkach finansowych nie funkcjonuje jeden sztywny próg niewypłacalności. Kluczowe znaczenie ma zaufanie inwestorów oraz realny koszt obsługi długu.

W praktyce analizuje się kilka podstawowych czynników:

1. Tempo wzrostu PKB
Państwo może mieć relatywnie wysoki poziom długu, ale jeśli gospodarka rośnie szybciej niż zadłużenie, sytuacja pozostaje względnie stabilna. Odwrotnie – nawet niższy dług przy recesji może oznaczać większe ryzyko.

2. Struktura wierzycieli
Jeżeli dług znajduje się głównie w rękach krajowych instytucji i jest denominowany w walucie krajowej, ryzyko gwałtownego kryzysu jest mniejsze (jak w przypadku Japonii). Natomiast udział długu zagranicznego i walutowego zwiększa podatność na wahania kursów i odpływ kapitału – co w przypadku Polski ma istotne znaczenie.

3. Koszt obsługi długu
Najważniejszym parametrem jest wysokość odsetek, jakie państwo płaci każdego roku. Kraje o wysokim zaufaniu rynków finansują się taniej – dlatego Niemcy mogą obsługiwać dług przy niższych kosztach niż państwa o słabszym ratingu, nawet jeśli nominalnie poziom zadłużenia jest podobny.

Z tego wynikają istotne konsekwencje:

a) Polska płaci wyższe koszty obsługi obligacji niż państwa o wyższym ratingu
b) część zadłużenia jest narażona na ryzyko kursowe (EUR/USD)
c) roczne obciążenie odsetkowe jest relatywnie wysokie
d) struktura długu (wewnętrzny vs zewnętrzny) jest mniej korzystna
e) część nowych emisji służy refinansowaniu wcześniejszych zobowiązań

W efekcie ten sam poziom procentowy długu nie oznacza tego samego poziomu bezpieczeństwa w różnych krajach.


6. Konstytucyjny „limit bezpieczeństwa” – pozór czy realna bariera?

W debacie publicznej często podkreśla się, że Polska pozostaje bezpieczna, ponieważ nie przekroczyła progu 60% PKB zapisanego w Konstytucji RP (art. 216 ust. 5). Dodatkowo istnieją progi ostrożnościowe w ustawie o finansach publicznych, które uruchamiają automatyczne mechanizmy korekcyjne.

Pytanie jednak brzmi: co tak naprawdę mierzy ten wskaźnik i czy rzeczywiście chroni przed kryzysem?

Aby to ocenić, należy spojrzeć szerzej:

a) jak szybko rośnie dług publiczny
b) jaka jest struktura PKB
c) jaka jest sytuacja rynku pracy
d) jak wygląda struktura zadłużenia (krajowa vs zagraniczna)
e) jakie są realne źródła tworzenia PKB

Dopiero połączenie tych elementów daje rzeczywisty obraz ryzyka.


7. Dynamika narastania długu

W ujęciu nominalnym wzrost zadłużenia jest bardzo dynamiczny – dług Skarbu Państwa przekroczył już poziom 2,1 biliona złotych.

W analizach stosuje się dwie główne miary:

  • PDP (krajowa) – ok. 50,6% PKB, formalnie poniżej konstytucyjnego limitu
  • EDP (unijna) – szersza definicja, obejmująca m.in. fundusze pozabudżetowe, gdzie poziom przekracza już ok. 61,6% PKB

W zależności od przyjętej metodologii obraz sytuacji znacząco się różni.

Jednocześnie kluczowe znaczenie ma tempo przyrostu długu. Deficyt sektora finansów publicznych na poziomie ponad 6% PKB przy wzroście gospodarczym ok. 3,2% oznacza, że zadłużenie rośnie szybciej niż gospodarka.

To sprawia, że Polska znajduje się w grupie państw o jednej z najwyższych dynamik zadłużania w Unii Europejskiej, co zostało już odnotowane w analizach instytucji europejskich jako czynnik ryzyka na kolejne lata.

8. Struktura polskiego długu – dlaczego obraz bywa mylący

Często wskazuje się, że polski dług jest „bezpieczny”, bo w dużej części znajduje się w kraju – a około 80% ma być nominowane w złotówkach. W narracji publicznej podkreśla się też, że większość wierzycieli to polskie banki, instytucje finansowe i obywatele, co ma stabilizować sytuację i chronić przed odpływem kapitału.

Rzeczywistość jest jednak bardziej złożona.

Formalny podział na „krajowych” i „zagranicznych” wierzycieli opiera się głównie na miejscu rejestracji instytucji, a nie na faktycznej kontroli kapitału. W efekcie do koszyka „krajowego” trafiają także banki o zagranicznych właścicielach (np. Santander, ING czy inne grupy międzynarodowe działające w Polsce).

W praktyce struktura wierzycieli wygląda więc inaczej, niż sugerują uproszczone komunikaty. Po przeliczeniu według realnego pochodzenia kapitału, udział zagranicznego wpływu na polski dług jest istotnie większy niż w oficjalnych zestawieniach.

To właśnie ten sposób klasyfikacji tworzy złudzenie większego bezpieczeństwa i „samofinansowania” gospodarki, niż ma to miejsce w rzeczywistości.


9. Co to oznacza w praktyce

W ujęciu ekonomicznym faktyczne uzależnienie Polski od kapitału zagranicznego jest większe, niż wynika z oficjalnych statystyk – o około jedną trzecią.

W praktyce oznacza to, że znacząca część finansowania państwa zależy od decyzji globalnych instytucji finansowych. W sytuacji kryzysowej mogą one ograniczać ekspozycję na rynki wschodzące, co bezpośrednio wpływałoby na koszty finansowania długu w Polsce.

Dodatkowo rosnące koszty obsługi zadłużenia sprawiają, że coraz większa część budżetu nie trafia na inwestycje czy usługi publiczne, lecz na odsetki.

Zależność ta staje się szczególnie istotna w warunkach spowolnienia gospodarczego i słabszej dynamiki rynku pracy, który jest głównym źródłem wpływów podatkowych.


10. Główne obszary ryzyka

Z perspektywy finansów publicznych można wskazać trzy kluczowe napięcia:

a) koszt obsługi długu – wysokie stopy procentowe powodują, że rosną wydatki na odsetki, ograniczając przestrzeń budżetową;

b) rynek pracy i demografia – spowolnienie zatrudnienia i starzenie się społeczeństwa zmniejszają bazę podatkową, co utrudnia stabilizację relacji długu do PKB;

c) nadzór fiskalny UE (EDP) – przekroczenie progów deficytu oznacza presję na ograniczenie wydatków lub podniesienie podatków w kolejnych latach.

W połączeniu z szybkim przyrostem zadłużenia oznacza to, że Polska porusza się w coraz węższym marginesie fiskalnym.


11. Dlaczego dług rośnie i gdzie leży istota problemu

Z punktu widzenia ekonomicznego należy rozróżnić „dobry” i „zły” dług – nie według jego istnienia, lecz według tego, czy generuje przyszły zwrot.

Dług inwestycyjny może wspierać rozwój gospodarki, natomiast dług konsumpcyjny jedynie przesuwa ciężar finansowy w czasie.

W ostatnich latach wzrost zadłużenia wynikał z trzech głównych czynników:

a) pandemia i tarcze antykryzysowe – masowe wsparcie gospodarki finansowane długiem;

b) kryzys energetyczny i inflacyjny – kosztowne działania osłonowe dla gospodarstw domowych i firm;

c) zbrojenia i geopolityka – gwałtowny wzrost wydatków obronnych finansowanych kredytem.

Jednocześnie strukturalnym problemem pozostaje fakt, że państwo nie jest w stanie sfinansować wszystkich swoich zobowiązań wyłącznie z bieżących dochodów.

W efekcie różnica między wydatkami a przychodami jest systemowo pokrywana emisją długu.

Polska jako mechanizm państwowy znalazła się w wyjątkowo napiętej sytuacji, w której tempo wzrostu zadłużenia – w warunkach normalnej oceny ekonomicznej – należałoby uznać za skrajnie nieodpowiedzialne. Jednocześnie trzeba podkreślić, że nie mówimy jeszcze o scenariuszu katastrofalnym, ponieważ gospodarka wciąż generuje realny produkt, czyli PKB. To oznacza, że państwo nadal ma podstawę, na której może budować swoją zdolność kredytową.

Problem polega jednak na tym, że przestaliśmy funkcjonować w warunkach komfortu fiskalnego. Skala zobowiązań oraz koszt ich obsługi sprawiają, że państwo operuje na bardzo wysokim poziomie zadłużeniowego „debetu”. Jeśli w najbliższych latach nie nastąpi wyraźne obniżenie kosztów obsługi długu, a jednocześnie rynek pracy będzie dalej tracił dynamikę, Polska wejdzie w fazę wymuszonej konsolidacji fiskalnej – czyli bolesnego ograniczania wydatków lub podnoszenia obciążeń.

W tym kontekście warto prześledzić, na co w praktyce kierowane były środki z długu w ostatnich dwóch latach. Obraz ten pokazuje rzeczywisty ciężar finansowy, jaki został przeniesiony na przyszłe lata.


Główne obszary wykorzystania środków z długu

a) Obsługa długu publicznego (odsetki)
Najbardziej nieproduktywna część wydatków. W warunkach niskich stóp procentowych koszt ten wynosił ok. 30 mld zł rocznie. Obecnie przekracza 70–80 mld zł. Oznacza to, że znacząca część nowo zaciąganych zobowiązań nie finansuje rozwoju, lecz trafia do instytucji finansowych jako wynagrodzenie za wcześniejsze pożyczki.

b) System socjalny i emerytalny
Strukturalny deficyt systemu emerytalnego powoduje konieczność stałego dosypywania środków z budżetu państwa. Dotyczy to zarówno dopłat do FUS i KRUS, jak i dodatkowych świadczeń, takich jak 13. i 14. emerytura. Do tego dochodzą programy rodzinne i osłonowe, które – choć społecznie uzasadnione – w warunkach deficytu są finansowane długiem.

c) Koszty sektora publicznego
W ostatnich latach nastąpił skokowy wzrost wynagrodzeń w budżetówce. Podwyżki dla nauczycieli, służb mundurowych i administracji publicznej, a także wzrost płacy minimalnej, automatycznie podniosły koszty funkcjonowania całego aparatu państwa. Skutkiem jest trwałe zwiększenie wydatków sztywnych.

d) System ochrony zdrowia (NFZ)
Niedobory finansowe wynikają zarówno ze spowolnienia wzrostu składek, jak i rosnących kosztów świadczeń. W efekcie budżet państwa musi regularnie zasilać system ochrony zdrowia dodatkowymi środkami, co w praktyce oznacza finansowanie deficytu zdrowotnego długiem.

e) Inwestycje infrastrukturalne i wsparcie energetyczne
Ostatnie lata to jednoczesne finansowanie dużych projektów infrastrukturalnych oraz kosztownych mechanizmów stabilizujących ceny energii. Do tego dochodzą nakłady na transformację energetyczną i modernizację państwa, w tym projekty strategiczne.


12. Problem narastających odsetek

Kluczowym zjawiskiem jest fakt, że Polska nie spłaca kapitału długu – jedynie go rolouje. W konsekwencji głównym realnym kosztem stają się odsetki.

Przy obecnym poziomie zadłużenia oznacza to, że około 1/5 rocznego budżetu może być bezpośrednio lub pośrednio związane z obsługą długu. To pieniądze, które nie trafiają ani na inwestycje, ani na usługi publiczne, lecz stanowią koszt wcześniejszych decyzji finansowych.

W praktyce nie jest to klasyczne ryzyko bankructwa, w którym wierzyciele żądają natychmiastowej spłaty całości zobowiązań. Jest to raczej proces stopniowego ograniczania przestrzeni fiskalnej państwa.

Państwo może funkcjonować w takim modelu przez długi czas, ale rosnący udział kosztów obsługi długu w budżecie oznacza systematyczne wypieranie innych wydatków.


13. Ograniczenia wskaźnika PKB

W tym miejscu ujawnia się fundamentalny problem konstrukcyjny współczesnej analizy zadłużenia.

PKB nie jest zasobem pieniężnym państwa. Jest statystycznym opisem aktywności gospodarczej, do której rząd nie ma bezpośredniego dostępu.

Rząd dysponuje wyłącznie dochodami podatkowymi oraz majątkiem publicznym. Nie może wykorzystać wartości PKB jako realnego środka spłaty zobowiązań.

Dlatego relacja długu do PKB jest w istocie konstruktem pośrednim – wskaźnikiem potencjału gospodarki, a nie jej rzeczywistej płynności finansowej.

Z punktu widzenia inwestorów PKB pełni funkcję uproszczonej miary „zdolności podatkowej” państwa. Zakłada się, że im większa gospodarka, tym większa baza do ewentualnego zwiększenia obciążeń fiskalnych w przyszłości.

Jednak to założenie ma swoje ograniczenia.


Granice systemu podatkowego

W praktyce istnieje granica możliwości zwiększania obciążeń fiskalnych, wynikająca z reakcji gospodarki. Zbyt wysokie podatki prowadzą do:

  • ucieczki kapitału,
  • wzrostu szarej strefy,
  • spadku aktywności inwestycyjnej,
  • ograniczenia dynamiki wzrostu gospodarczego.

Oznacza to, że PKB nie może być traktowane jako nieskończony bufor bezpieczeństwa dla rosnącego długu.


Alternatywne spojrzenie na zdolność kredytową państwa

Z perspektywy analitycznej bardziej adekwatnym miernikiem byłaby kondycja realnego sektora wytwórczego, czyli przedsiębiorstw i rynku pracy – to one generują większość wartości dodanej w gospodarce.

W tym ujęciu państwa oparte na surowcach (np. rentierzy zasobów naturalnych) mają inny profil ryzyka niż gospodarki w pełni zależne od aktywności sektora prywatnego.

Polska należy do tej drugiej grupy – co oznacza, że stabilność finansów publicznych jest bezpośrednio powiązana z kondycją przedsiębiorstw.


Dodatkowy sygnał ostrzegawczy

Istotnym wskaźnikiem strukturalnym jest również skala zmian w liczbie aktywnych firm. W ostatnich okresach obserwowany jest wzrost liczby zawieszeń i likwidacji działalności gospodarczej.

Jeżeli jednocześnie:

  • dług rośnie,
  • a baza podatkowa się kurczy,

to klasyczny wskaźnik „dług do PKB” traci zdolność rzetelnego opisu rzeczywistości.

14. Ryzyko zmiany wartości zadłużenia w obcych walutach oraz pętla odsetkowa wynikająca z rolowania długu

Na koniec pozostaje kwestia ustalenia, jaką realnie wartość ma do spłaty państwo polskie.

Odpowiedź brzmi – w zasadzie nie jest to wartość stała i jednoznaczna.

Należy rozdzielić dwa kluczowe zagadnienia:
a) wahania kursów walut (wpływ na wartość długu),
b) zmiany oprocentowania (koszt obsługi długu).

Kluczowe pytanie brzmi: czy całkowita wartość zobowiązań może nagle wzrosnąć w wyniku kursów walut lub zmian stóp procentowych?

W przypadku długu w walutach obcych – tak, ale tylko w tej części, która została zaciągnięta bezpośrednio w tych walutach.

Trzeba rozróżnić dwie sytuacje.

Sytuacja A: zagraniczny inwestor kupuje polskie obligacje w złotówkach (PLN).
Jeżeli np. fundusz zagraniczny nabywa obligacje za 10 miliardów złotych, to zobowiązanie państwa wynosi dokładnie 10 miliardów PLN.

Jeśli w sytuacji kryzysowej złoty traci na wartości, to dla Polski wartość długu się nie zmienia. Nadal wynosi 10 miliardów złotych. Ryzyko kursowe ponosi inwestor zagraniczny.

Sytuacja B: Polska emituje obligacje bezpośrednio w walutach obcych (EUR, USD, JPY).
W tym przypadku ryzyko kursowe spoczywa już na państwie.

Przykład: obligacje o wartości 100 miliardów euro.
Przy kursie 4,30 PLN/EUR dług wynosi 430 miliardów złotych.
Jeśli w kryzysie euro wzrasta do 5,00 PLN, ten sam dług automatycznie rośnie do 500 miliardów złotych – bez zaciągania nowego zobowiązania.

Oznacza to, że w skrajnym scenariuszu sam efekt kursowy może zwiększyć wartość długu o dziesiątki miliardów złotych.


Jeśli chodzi o odsetki, należy rozróżnić obligacje już wyemitowane oraz nowe emisje.

W przypadku obligacji już sprzedanych oprocentowanie jest stałe. Jeśli Polska sprzedała obligacje z kuponem 6% na 10 lat, to niezależnie od sytuacji rynkowej płaci 6% przez cały okres trwania emisji.

Natomiast w przypadku nowych emisji sytuacja wygląda inaczej – koszt finansowania może się znacząco zmienić.

W systemie rolowania długu państwo spłaca stare zobowiązania poprzez emisję nowych obligacji. Jeżeli w momencie rolowania rynek uznaje kraj za bardziej ryzykowny, nowe obligacje mogą być oprocentowane znacznie wyżej – np. zamiast 3% nawet 9–10%.

To oznacza, że koszt obsługi tego samego długu może się wielokrotnie zwiększyć w krótkim czasie.

Obecnie Polska przeznacza ok. 18–20 miliardów zł rocznie na obsługę długu. W scenariuszu podwyższonego ryzyka kwota ta mogłaby wzrosnąć do 60 miliardów zł, a łączny koszt odsetek nawet do poziomu około 140 miliardów zł rocznie, czyli blisko 1/5 budżetu państwa.

Właśnie dlatego ekonomiści zwracają uwagę, że w warunkach stabilnych rolowanie długu jest względnie bezpieczne, natomiast w warunkach kryzysowych staje się mechanizmem gwałtownego wzrostu kosztów finansowych państwa.


15. Falsyfikacja argumentu “nowoczesnego państwa” jako przejawu maskowania dysfunkcji zarządzania państwem

W tym miejscu należy zakwestionować często powtarzaną tezę, że „nowoczesne państwo musi mieć dług”. W rzeczywistości nie jest to argument ekonomiczny, lecz uproszczona narracja legitymizująca systemowe zadłużenie państw.

Dług publiczny nie jest wartością samą w sobie. Jest dowodem na strukturalną zależność systemu od finansowania zewnętrznego.

Źródłem tego modelu jest system pieniądza fiducjarnego, który w pełni ukształtował się po 1971 roku, kiedy USA odeszły od powiązania dolara ze złotem. Od tego momentu pieniądz w praktyce stał się wytwarzany poprzez dług.

System ten funkcjonuje według trzech mechanizmów:

Presja polityczna: wyborcy oczekują świadczeń i usług publicznych przy jednoczesnym niechętnym podejściu do podatków.
Mechanizm wyborczy: politycy finansują wydatki poprzez zadłużenie, aby utrzymać poparcie.
Normalizacja systemowa: ponieważ wszystkie państwa rozwinięte działają podobnie, zadłużenie zostało uznane za standard.

W praktyce oznacza to przenoszenie kosztów obecnej konsumpcji na przyszłe pokolenia poprzez mechanizm rolowania długu.

W systemie prywatnym taka struktura finansowa zostałaby uznana za niewypłacalność. W systemie państwowym funkcjonuje jako „normalność”.

Porównywanie długu do PKB dodatkowo maskuje skalę problemu, ponieważ relacja procentowa obniża percepcję rzeczywistej wielkości zobowiązań.

W efekcie system działa dopóki istnieje zaufanie uczestników rynku finansowego. Utrata tego zaufania prowadzi do gwałtownego wzrostu kosztu finansowania i destabilizacji całego mechanizmu.


16. Analiza zagrożenia z tytułu „masy” długu oraz wartości odsetek

W ciągu ostatnich 15 lat oprocentowanie polskiego długu publicznego przeszło pełny cykl zmian.

W 2011 roku rentowność obligacji 10-letnich wynosiła około 6,0–6,3%, co było efektem ostrożności inwestorów po globalnym kryzysie finansowym i kryzysie zadłużeniowym w strefie euro.

W latach 2020–2021 nastąpił historyczny spadek kosztu finansowania do poziomu około 1,2–1,5%, w wyniku globalnej polityki niskich stóp procentowych.

W 2022 roku, w warunkach kryzysu geopolitycznego i inflacyjnego, rentowności wzrosły nawet do około 9%.

W 2026 roku ustabilizowały się na poziomie około 5,6–5,9%.

Pozornie oznacza to powrót do poziomów zbliżonych do historycznych. W rzeczywistości sytuacja jest znacznie trudniejsza niż w 2011 roku.

Decydującym czynnikiem nie jest bowiem sama stopa procentowa, lecz skala zadłużenia, od której jest ona naliczana.

W 2011 roku dług wynosił około 770 miliardów złotych. Obecnie przekracza 2,1 biliona złotych. Oznacza to, że nawet przy podobnym oprocentowaniu koszt obsługi długu wzrósł wielokrotnie.

W efekcie roczne wydatki na odsetki sięgają obecnie około 70–80 miliardów złotych, co stanowi istotne obciążenie budżetu państwa.

To fundamentalna zmiana jakościowa: nie zmienił się dramatycznie procent, ale zmieniła się baza, od której ten procent jest liczony.

Przygotował

Prof SGMK, dr Mariusz Miąsko

Prezes Kancelarii Prawnej Viggen sp.j.

8 lipca coraz bliżej. To ostatni moment, aby zweryfikować umowy B2B i zlecenia

Już od wielu miesięcy informujemy naszych klientów o planowanych zmianach dotyczących nowych uprawnień Państwowej Inspekcji Pracy. Dziś nie mówimy już o projektach czy zapowiedziach. Termin wejścia w życie nowych przepisów zbliża się wielkimi krokami. Już 8 lipca 2026 r. Państwowa Inspekcja Pracy otrzyma uprawnienia, które mogą znacząco wpłynąć na sposób współpracy firm z osobami wykonującymi usługi na podstawie kontraktów B2B oraz umów cywilnoprawnych.

Dla wielu przedsiębiorców oznacza to konieczność pilnej weryfikacji obecnych modeli współpracy. Po wejściu w życie nowych przepisów inspektor pracy będzie mógł stwierdzić, że współpraca formalnie realizowana w ramach umowy B2B lub umowy cywilnoprawnej w rzeczywistości spełnia cechy stosunku pracy. W praktyce oznacza to możliwość wydania decyzji administracyjnej lub skierowania sprawy do sądu w celu ustalenia istnienia stosunku pracy.

Kluczowe znaczenie będzie miało nie to, jak strony nazwały umowę, ale sposób jej wykonywania. Jeżeli współpraca odbywa się pod kierownictwem przedsiębiorcy, w określonym miejscu i czasie oraz bez rzeczywistego ryzyka gospodarczego po stronie wykonawcy, może zostać zakwestionowana. Wielu przedsiębiorców skupia się wyłącznie na konsekwencjach pracowniczych. Tymczasem ryzyko jest znacznie szersze.

Nowe przepisy przewidują automatyczną wymianę informacji pomiędzy Państwową Inspekcją Pracy, Zakładem Ubezpieczeń Społecznych oraz Krajową Administracją Skarbową. Oznacza to, że ustalenia dokonane podczas kontroli PIP mogą stać się impulsem do wszczęcia kontroli podatkowej lub składkowej. Warto pamiętać, że decyzja administracyjna stwierdzająca istnienie stosunku pracy co do zasady wywołuje skutki od dnia jej wydania. Jednocześnie eksperci zwracają uwagę, że ustalenia dokonane przez PIP mogą stać się podstawą do dalszych działań kontrolnych prowadzonych przez ZUS lub organy podatkowe także w odniesieniu do wcześniejszych okresów rozliczeniowych. W praktyce może to prowadzić do:

  • zakwestionowania kontraktów B2B,
  • konieczności dopłaty składek ZUS,
  • sporów dotyczących podatku dochodowego,
  • zakwestionowania rozliczeń VAT,
  • naliczenia odsetek,
  • nałożenia dodatkowych sankcji podatkowych.

W wielu przypadkach konsekwencje finansowe mogą być znacznie wyższe niż samo przekwalifikowanie umowy. Największe ryzyko dotyczy sytuacji, w których współpraca gospodarcza istnieje wyłącznie na papierze. Jeżeli osoba prowadząca działalność gospodarczą wykonuje swoje obowiązki dokładnie tak samo jak pracownicy etatowi, pracuje pod stałym nadzorem przełożonych, w określonych godzinach i miejscu oraz nie ponosi realnego ryzyka biznesowego, taka współpraca może zostać zakwestionowana. Podobne zagrożenia dotyczą niektórych umów zlecenia oraz umów o dzieło, które nie odpowiadają rzeczywistemu sposobowi wykonywania pracy.

Największym błędem jest założenie, że skoro dana współpraca funkcjonuje od kilku lat, to nie budzi ryzyka. Doświadczenie pokazuje, że organy kontrolne analizują nie tylko treść umów, ale przede wszystkim rzeczywisty sposób wykonywania obowiązków. Dlatego przedsiębiorcy powinni jeszcze przed 8 lipca przeprowadzić analizę swoich kontraktów, procedur i modeli współpracy.

W wielu przypadkach odpowiednio przygotowana dokumentacja oraz właściwe ukształtowanie relacji biznesowej pozwalają znacząco ograniczyć ryzyko zakwestionowania współpracy przez PIP, ZUS lub organy podatkowe.

Nasza Kancelaria od 26 lat jest liderem w zakresie prawa pracy i doradztwa dla pracodawców. Wspieramy przedsiębiorców w tworzeniu bezpiecznych modeli zatrudnienia, przeprowadzamy audyty umów B2B i umów cywilnoprawnych oraz reprezentujemy klientów podczas kontroli i sporów z organami państwowymi.

Jeżeli korzystasz z kontraktów B2B, umów zlecenia lub innych niestandardowych form współpracy, to najlepszy moment, aby zweryfikować ich bezpieczeństwo prawne. Nie czekaj na kontrolę PIP, ZUS lub urzędu skarbowego. Skontaktuj się z naszym zespołem i sprawdź, czy Twoje umowy są odpowiednio zabezpieczone.

Zapraszamy również do obserwowania naszych profili w mediach społecznościowych. Na bieżąco komentujemy najważniejsze zmiany w prawie pracy, publikujemy praktyczne wskazówki dla pracodawców i informujemy o nowych obowiązkach, które mogą mieć wpływ na funkcjonowanie firm.

Zapraszamy do współpracy:

tel.: 509-982-577, 12 637-24-57,

e-mail: biuro11@viggen.pl

tel.: 519-140-984,

e-mail.: jak@viggen.pl

Przygotowała:

Monika Bednarz

Radca Prawny- p.o. kierownika działu procesowego

Kancelaria Prawna Viggen sp.j.

 

Sukces Kancelarii Prawnej Viggen – pomyślne zakończenie dwóch równoległych postępowań dotyczących kredytu indeksowanego do franka szwajcarskiego

Kancelaria Prawna Viggen z sukcesem zakończyła wieloletni spór sądowy prowadzony na rzecz swoich Klientów przeciwko bankowi. Sprawa obejmowała dwa odrębne, lecz powiązane ze sobą postępowania sądowe, których końcowy rezultat doprowadził do pełnego uregulowania wzajemnych roszczeń pomiędzy stronami. Finalnie bank przedstawił propozycję ugodową, której warunki w zasadniczym zakresie odpowiadały celom procesowym określonym przez kredytobiorców już na etapie wniesienia pozwu.

Stan faktyczny sprawy

Przedmiotem postępowania była umowa kredytu budowlano-hipotecznego indeksowanego do franka szwajcarskiego (CHF). Kredyt został zaciągnięty w celu sfinansowania zakupu nieruchomości przeznaczonej wyłącznie na zaspokojenie własnych potrzeb mieszkaniowych kredytobiorców.

Choć wysokość zobowiązania była powiązana z kursem franka szwajcarskiego, zarówno wypłata środków przez bank, jak i późniejsza spłata kredytu następowały wyłącznie w złotych polskich. Konstrukcja umowy powodowała, że całe ryzyko związane ze zmianami kursów walut zostało przeniesione na konsumentów. Jednocześnie bank zastrzegł sobie możliwość samodzielnego ustalania kursów walut stosowanych przy przeliczeniach, co w praktyce pozbawiało kredytobiorców możliwości zweryfikowania sposobu obliczania wysokości ich zobowiązania.

Działając w imieniu swoich Klientów, Kancelaria Prawna Viggen wystąpiła do sądu z pozwem, domagając się przede wszystkim ustalenia nieważności zawartej umowy kredytowej oraz zasądzenia na rzecz powodów zwrotu wszystkich świadczeń spełnionych na rzecz banku wraz z należnymi odsetkami ustawowymi za opóźnienie.

Na wypadek nieuwzględnienia żądania głównego sformułowano również roszczenie ewentualne, polegające na uznaniu postanowień dotyczących mechanizmu indeksacji za niedozwolone postanowienia umowne (klauzule abuzywne) oraz dalszym wykonywaniu umowy z pominięciem tych zapisów.

Po przeprowadzeniu postępowania dowodowego sąd pierwszej instancji podzielił argumentację przedstawioną przez pełnomocników Kancelarii i uwzględnił żądanie główne, stwierdzając nieważność umowy kredytu. Z takim rozstrzygnięciem nie zgodził się bank, który wniósł apelację od wydanego wyroku.

Drugie postępowanie wszczęte przez bank

Niezależnie od procesu dotyczącego nieważności umowy kredytowej bank zainicjował kolejne postępowanie przeciwko kredytobiorcom. W odrębnym pozwie domagał się zwrotu wypłaconego kapitału, a także dochodził dodatkowych świadczeń obejmujących wynagrodzenie za korzystanie z kapitału oraz jego waloryzację.

W odpowiedzi na pozew pełnomocnicy Kancelarii Prawnej Viggen zakwestionowali zasadność wszystkich dochodzonych roszczeń. W szczególności wskazali, że bank, dochodząc swoich roszczeń w oparciu o założenie nieważności umowy, sam wywodził swoje prawa z bezskuteczności stosunku prawnego, którego wcześniej konsekwentnie bronił.

Podniesiono również, że łączna wartość świadczeń spełnionych przez kredytobiorców na rzecz banku przekroczyła kwotę faktycznie wypłaconego kapitału, co oznaczało, iż ewentualne roszczenie o jego zwrot zostało już zaspokojone.

Postępowanie apelacyjne i uzyskanie zabezpieczenia

Po wniesieniu apelacji przez bank sprawa trafiła do Sądu Apelacyjnego. Na tym etapie Kancelaria Prawna Viggen złożyła wniosek o udzielenie zabezpieczenia roszczenia poprzez zawieszenie obowiązku dalszej spłaty rat kredytowych do czasu prawomocnego zakończenia postępowania.

Sąd Apelacyjny przychylił się do argumentacji przedstawionej przez pełnomocników i wydał postanowienie o wstrzymaniu obowiązku spłaty rat kredytu na czas trwania procesu apelacyjnego. Jednocześnie zobowiązał bank do zwrotu świadczeń pobranych od kredytobiorców po wydaniu postanowienia o udzieleniu zabezpieczenia.

W dalszym przebiegu postępowania stanowisko procesowe banku zaczęło stopniowo ulegać zmianie. W pierwszej kolejności bank zrezygnował z dochodzenia roszczeń związanych z waloryzacją kapitału, a następnie podjął rozmowy ugodowe z kredytobiorcami.

Po przeprowadzeniu szczegółowej analizy prawnej oraz ekonomicznej sprawy Kancelaria zarekomendowała swoim Klientom rozpoczęcie negocjacji, wskazując, że ich sytuacja procesowa stwarza korzystne warunki do osiągnięcia satysfakcjonującego porozumienia.

Zakończenie sporu

Prowadzone negocjacje zakończyły się zawarciem ugody pomiędzy stronami. Jej postanowienia w zdecydowanej większości odpowiadały założeniom przyjętym przez kredytobiorców już na etapie przygotowywania pozwu i realizowały cele, których osiągnięcie było przedmiotem prowadzonego postępowania.

Jednocześnie bank wycofał pozew wniesiony w drugim postępowaniu dotyczącym zwrotu kapitału oraz dodatkowych roszczeń. Cofnięcie pozwu skutkowało umorzeniem sprawy przez sąd i definitywnym zakończeniem również tego postępowania.

Efekty prowadzonych postępowań

Postępowanie Rezultat Korzyść dla Klientów
Proces o ustalenie nieważności umowy kredytowej Zakończenie sprawy poprzez zawarcie ugody Kredytobiorcy uzyskali rozwiązanie odpowiadające niemal w pełni żądaniom przedstawionym w pozwie. Wieloletni spór dotyczący kredytu indeksowanego do CHF został ostatecznie zakończony.
Postępowanie z powództwa banku o zwrot kapitału i dodatkowe świadczenia Cofnięcie pozwu przez bank oraz umorzenie postępowania Bank bezwarunkowo zrezygnował z dochodzonych roszczeń, a sąd prawomocnie zakończył sprawę poprzez jej umorzenie.

Poniżej publikujemy rekomendacje oraz opinie przekazane przez naszych Klientów po zakończeniu obu postępowań sądowych.

Przygotowała:

Julia Opalińska

Manager ds. organizacyjno–biurowych

Kancelaria Prawna Viggen sp.j.

Prof. Mariusz Miąsko o wolności gospodarczej przedsiębiorców i przyszłości polskiej gospodarki

O przedsiębiorczości, odpowiedzialności obywatelskiej i potrzebie zmian w polskim systemie prawnym

Wolność gospodarcza od lat pozostaje jednym z najważniejszych tematów debaty publicznej dotyczącej przyszłości polskiej gospodarki. W czasach rosnących obciążeń regulacyjnych, dynamicznych zmian legislacyjnych oraz coraz większej niepewności prawnej szczególnego znaczenia nabierają głosy ekspertów wskazujących na konieczność budowania państwa przyjaznego przedsiębiorcom. Jednym z nich jest prof. Mariusz Miąsko – prawnik, naukowiec, autor licznych publikacji oraz wieloletni przedstawiciel środowisk przedsiębiorców.

Podczas wystąpienia zatytułowanego „Wolność gospodarcza przedsiębiorców w kontekście interesu Polski i odpowiedzialnych postaw obywatelskich” prof. Miąsko przedstawił nie tylko diagnozę aktualnej sytuacji gospodarczej i prawnej w Polsce, ale również wizję zmian, które – jego zdaniem – są niezbędne dla dalszego rozwoju kraju. Wystąpienie zostało zaprezentowane w imieniu środowisk skupionych wokół inicjatyw „My Przedsiębiorcy”, „My Ludzie” oraz koncepcji „Rządu Przedsiębiorców”, których wspólnym celem jest zwiększenie wpływu obywateli i przedsiębiorców na proces stanowienia prawa oraz kształtowania polityki gospodarczej.

Przedsiębiorcy jako fundament państwa

Jednym z głównych wątków wystąpienia była rola przedsiębiorców w budowaniu dobrobytu narodowego. Prof. Miąsko zwrócił uwagę, że przedsiębiorstwa – zarówno prywatne, jak i państwowe – odpowiadają za zdecydowaną większość aktywności gospodarczej w kraju. To właśnie przedsiębiorcy wraz z pracownikami tworzą miejsca pracy, generują wpływy podatkowe i budują kapitał, który pozostaje w gospodarce.

Według przedstawionych danych sektor przedsiębiorstw odpowiada za ponad 90 procent przychodów generowanych w gospodarce oraz zapewnia około dwóch trzecich wszystkich miejsc pracy. Szczególnie istotną rolę odgrywa sektor małych i średnich przedsiębiorstw, który stanowi jeden z filarów polskiego rynku pracy i finansów publicznych.

Zdaniem profesora fakt ten powinien przekładać się na zupełnie inne podejście państwa do przedsiębiorczości. W jego ocenie przedsiębiorcy nie mogą być postrzegani wyłącznie jako podmioty podlegające regulacjom czy źródło wpływów budżetowych. Powinni być traktowani jako strategiczny partner państwa współtworzący rozwój gospodarczy oraz bezpieczeństwo ekonomiczne kraju.

Wolność gospodarcza a interes narodowy

Istotnym elementem prezentacji było również wskazanie związku pomiędzy wolnością gospodarczą a interesem państwa. Prof. Miąsko argumentował, że rozwój rodzimych przedsiębiorstw ma bezpośredni wpływ na wzrost gospodarczy oraz poziom zamożności społeczeństwa.

Przywołane podczas wystąpienia analizy ekonomiczne wskazywały, że największa część wartości wypracowanej przez produkt pozostaje w kraju wtedy, gdy zarówno właściciel przedsiębiorstwa, jak i proces produkcyjny mają charakter krajowy. Oznacza to, że wspieranie polskich przedsiębiorców nie jest wyłącznie działaniem korzystnym dla pojedynczych firm, lecz również dla całej gospodarki.

W tym kontekście profesor podkreślał znaczenie odpowiedzialnych postaw obywatelskich i świadomych decyzji ekonomicznych. Jego zdaniem budowanie silnej gospodarki wymaga współpracy przedsiębiorców, pracowników oraz konsumentów, którzy poprzez swoje wybory wpływają na rozwój krajowego rynku.

Problem nadregulacji i chaosu prawnego

Jednym z najbardziej krytycznych elementów wystąpienia była analiza stanu polskiego systemu prawnego. Prof. Miąsko wskazywał na zjawisko nieustannego przyrostu regulacji, które prowadzi do coraz większych trudności interpretacyjnych zarówno dla przedsiębiorców, jak i organów stosujących prawo.

Według przedstawionej argumentacji przedsiębiorcy funkcjonują dziś w otoczeniu charakteryzującym się ogromną liczbą przepisów, częstymi nowelizacjami oraz niejednolitym orzecznictwem. W praktyce oznacza to sytuację, w której nawet przy zachowaniu należytej staranności przedsiębiorca nie zawsze jest w stanie przewidzieć konsekwencje prawne swoich działań.

Profesor zwrócił uwagę, że taki stan rzeczy prowadzi do wzrostu kosztów prowadzenia działalności gospodarczej, ograniczenia inwestycji oraz osłabienia konkurencyjności polskich firm. W jego ocenie jednym z najważniejszych wyzwań stojących przed ustawodawcą jest przywrócenie przewidywalności systemu prawnego.

Deterministyczna wykładnia prawa

Odpowiedzią na wskazane problemy ma być rozwijana przez prof. Miąsko koncepcja bardziej przewidywalnego systemu interpretacji prawa. Jej celem jest ograniczenie rozbieżności interpretacyjnych oraz stworzenie mechanizmów pozwalających na uzyskanie możliwie jednolitych rezultatów przy stosowaniu przepisów.

W opinii profesora przedsiębiorca powinien mieć możliwość ustalenia skutków prawnych swoich działań jeszcze przed podjęciem decyzji biznesowej. Tylko wtedy możliwe jest budowanie długofalowych strategii rozwoju oraz zwiększanie skali inwestycji.

Choć propozycja ta budzi liczne dyskusje w środowisku prawniczym, niewątpliwie wpisuje się w szerszą debatę dotyczącą jakości prawa i potrzeby zwiększenia bezpieczeństwa obrotu gospodarczego.

Merytokracja zamiast politycznych podziałów

Znaczną część wystąpienia poświęcono również zagadnieniu jakości kadr zarządzających państwem. Prof. Miąsko wskazywał na potrzebę budowania struktur opartych na kompetencjach, doświadczeniu i wiedzy merytorycznej.

W tym kontekście przedstawił ideę merytokracji, zgodnie z którą kluczowe funkcje publiczne powinny być powierzane osobom posiadającym odpowiednie przygotowanie oraz zdolność do podejmowania racjonalnych decyzji gospodarczych.

Jednocześnie podkreślał potrzebę współpracy ponad podziałami politycznymi. Według niego kwestie związane z przedsiębiorczością, rynkiem pracy i rozwojem gospodarczym powinny łączyć różne środowiska społeczne, niezależnie od ich preferencji politycznych.

Od teorii do praktyki

Szczególną wartość wystąpienia stanowiło przedstawienie konkretnych przykładów działań podejmowanych przez organizacje współtworzone przez prof. Miąsko.

Wśród nich znalazły się inicjatywy realizowane przez Stowarzyszenie Najlepsza Droga, które odegrało istotną rolę w działaniach na rzecz przedsiębiorców z branży transportowej, Stowarzyszenie Producentów Borówki Amerykańskiej, uczestniczące w pracach nad rozwiązaniami dotyczącymi zatrudnienia sezonowego, a także Stowarzyszenie Ekologiczny Budynek reprezentujące sektor budowlany i wentylacyjny.

Profesor wskazywał, że wieloletnia działalność tych organizacji doprowadziła do licznych zmian legislacyjnych, korzystnych interpretacji oraz przełomowych rozstrzygnięć sądowych wpływających na funkcjonowanie przedsiębiorstw w Polsce.

Dorobek ekspercki i naukowy

Wystąpienie było również okazją do podsumowania wieloletniej działalności eksperckiej prof. Miąsko. Obejmuje ona setki publikacji, udział w debatach publicznych, opracowania naukowe, ekspertyzy prawne oraz aktywną obecność w mediach.

Na przestrzeni lat profesor uczestniczył w licznych działaniach mających na celu ochronę przedsiębiorców przed skutkami niekorzystnych regulacji, wspieranie zmian legislacyjnych oraz budowanie świadomości prawnej wśród uczestników obrotu gospodarczego.

To właśnie połączenie działalności naukowej, praktyki prawniczej oraz zaangażowania społecznego sprawia, że jego głos pozostaje jednym z najbardziej rozpoznawalnych w debacie dotyczącej wolności gospodarczej w Polsce.

Wolność gospodarcza jako odpowiedzialność za przyszłość

Podsumowując swoje wystąpienie, prof. Mariusz Miąsko podkreślił, że wolność gospodarcza nie jest wyłącznie postulatem ekonomicznym. W jego ocenie stanowi ona jeden z fundamentów odpowiedzialnego państwa, które tworzy warunki do rozwoju przedsiębiorczości, inwestycji i innowacji.

Zdaniem profesora przyszłość Polski zależy od zdolności do budowania stabilnego systemu prawnego, wspierania aktywności gospodarczej oraz tworzenia przestrzeni do współpracy pomiędzy obywatelami, przedsiębiorcami i instytucjami publicznymi. To właśnie przedsiębiorczość, odpowiedzialność i aktywność obywatelska mają stanowić podstawę długofalowego rozwoju gospodarczego kraju.

Wystąpienie było nie tylko analizą aktualnych problemów polskiej gospodarki, ale również apelem o większe zaangażowanie przedsiębiorców w życie publiczne oraz debatę nad kierunkiem zmian prawnych i gospodarczych w Polsce.

Francja 2026: rewolucja dla transportu do 3,5 tony od 1 lipca i nowe stawki SMIC. Na co muszą przygotować się przewoźnicy?

Przełom pierwszej połowy 2026 roku przynosi kolejne istotne zmiany dla polskich firm transportowych wykonujących przewozy na terenie Francji. Francuskie organy kontrolne konsekwentnie utrzymują wysoki poziom nadzoru nad zagranicznymi przewoźnikami, dlatego najbliższe tygodnie będą wymagały od przedsiębiorców oraz działów kadrowo-płacowych podjęcia konkretnych działań w dwóch kluczowych obszarach: aktualizacji wynagrodzeń kierowców oraz dostosowania się do nowych zasad obowiązujących w transporcie lekkim.

1. Nowa stawka SMIC od 1 czerwca 2026 r. i obowiązek aktualizacji rozliczeń

Od 1 czerwca 2026 roku obowiązuje podwyższona stawka francuskiego minimalnego wynagrodzenia (SMIC), która wynosi 12,31 euro brutto za godzinę. Zmiana ta oznacza dla polskich przewoźników oraz biur rozliczeniowych konieczność ponownego przeanalizowania ewidencji czasu pracy kierowców delegowanych do wykonywania przewozów na terytorium Francji i dostosowania systemów wynagradzania do nowych wymogów.

Należy przy tym pamiętać, że w branży transportowej samo odniesienie do ogólnej stawki SMIC nie jest wystarczające. Zgodnie z francuską hierarchią przepisów pierwszeństwo mają postanowienia branżowego układu zbiorowego – Convention collective nationale des transports routiers. Oznacza to, że przewoźnicy powinni zweryfikować, czy stawki przypisane do poszczególnych współczynników zaszeregowania, takich jak m.in. 115G dla pojazdów do 3,5 tony czy 138M i 150M dla transportu ciężkiego, odpowiadają aktualnym minimom przewidzianym przez francuskie przepisy.

Nawet niewielkie rozbieżności pomiędzy rzeczywiście wypłacanym wynagrodzeniem a obowiązującymi stawkami mogą podczas kontroli francuskiej Inspekcji Pracy skutkować nałożeniem wysokich kar finansowych. Dlatego aktualizacja parametrów w programach rozliczeniowych powinna zostać przeprowadzona niezwłocznie.

2. 1 lipca 2026 r. – koniec obowiązku SIPSI dla pojazdów do 3,5 tony

Drugą ważną zmianą, która zacznie obowiązywać od 1 lipca 2026 roku, jest zniesienie dla pojazdów o dopuszczalnej masie całkowitej do 3,5 tony obowiązku dokonywania zgłoszeń w systemie SIPSI oraz utrzymywania tradycyjnego przedstawiciela wynikającego z przepisów Loi Macron.

Dla wielu przedsiębiorców może to oznaczać znaczące uproszczenie procedur administracyjnych. Niektórzy przewoźnicy błędnie interpretują jednak te zmiany jako całkowite odejście od dotychczasowych obowiązków i ograniczenie ryzyka kontroli. Takie podejście może okazać się bardzo kosztowne.

Doświadczenia z poprzednich lat, kiedy podobne rozwiązania zostały wprowadzone w odniesieniu do transportu ciężkiego, pokazują, że zmniejszenie liczby formalności administracyjnych nie oznacza zmniejszenia zainteresowania służb kontrolnych. Wręcz przeciwnie – ciężar weryfikacji coraz częściej przenosi się bezpośrednio na kontrole prowadzone na drogach.

Francuskie organy doskonale zdają sobie sprawę, że po ograniczeniu obowiązków związanych z reprezentacją administracyjną kierowcy często pozostają bez odpowiedniego wsparcia prawnego i językowego. W praktyce może to prowadzić do trudności podczas kontroli oraz zwiększać ryzyko nieporozumień z funkcjonariuszami.

3. System IMI pozostaje w mocy, a osoba kontaktowa nadal odgrywa kluczową rolę

Pomimo zmian dotyczących systemu SIPSI nadal funkcjonuje unijny system IMI, który w określonych przypadkach wymaga wskazania osoby odpowiedzialnej za kontakt z organami kontrolnymi. Osoba ta powinna pozostawać dostępna dla francuskich służb oraz posiadać możliwość sprawnego komunikowania się w języku używanym podczas kontroli.

W praktyce wskazanie numeru telefonu do biura znajdującego się w Polsce, w którym nikt nie posługuje się językiem francuskim, może doprowadzić do poważnych komplikacji. Bariery komunikacyjne podczas nagłej kontroli drogowej utrudniają współpracę z funkcjonariuszami i mogą zostać potraktowane jako utrudnianie czynności kontrolnych, co z kolei naraża przedsiębiorcę na dodatkowe sankcje.

Coraz większe znaczenie zyskują więc rozwiązania zapewniające kierowcom bieżące wsparcie językowe i prawne. Funkcję tę może pełnić Opiekun Prawny IMI, który pozostaje do dyspozycji kierowcy podczas kontroli i przejmuje komunikację z francuskimi służbami. Dzięki temu możliwe jest sprawne przedstawienie wymaganej dokumentacji oraz ograniczenie ryzyka błędów wynikających z nieporozumień językowych.

Kancelaria Prawna Viggen wspiera przedsiębiorców z branży transportowej w prawidłowym kształtowaniu relacji związanych z zatrudnieniem oraz współpracą cywilnoprawną w transporcie międzynarodowym. Na bieżąco monitoruje zmiany przepisów i pomaga dostosować działalność przewoźników do nowych wymogów obowiązujących na europejskim rynku. Zapewnia również wsparcie podczas kontroli drogowych oraz dostęp do francuskojęzycznej pomocy dla kierowców realizujących przewozy na terenie Francji.

 

Zapraszamy do współpracy:

tel.: 509-982-577, 12 637-24-57,

e-mail: biuro11@viggen.pl

tel.: 519-140-984,

e-mail.: jak@viggen.pl

 

O Partnerze merytorycznym: Artykuł powstał we współpracy z firmą ESPRO / Groupespro, oficjalnym partnerem biznesowym Kancelarii Prawnej Viggen. Firma specjalizuje się w operacyjnej obsłudze procedur delegowania do Francji, wsparciu językowo-prawnym oraz pełni funkcję całodobowego Opiekuna Prawnego IMI dla polskich przewoźników.

 

Wakacyjne zakazy jazdy ciężarówek 2026. Polska i Europa – najważniejsze terminy, wyjątki i praktyczne konsekwencje dla przewoźników

Rozpoczynający się sezon wakacyjny oznacza dla branży transportowej nie tylko wzmożony ruch turystyczny, ale również powrót okresowych ograniczeń w ruchu pojazdów ciężarowych. W wielu państwach Europy obowiązują w tym czasie dodatkowe zakazy jazdy mające na celu poprawę płynności ruchu i bezpieczeństwa na najważniejszych szlakach komunikacyjnych.

W Polsce wakacyjne ograniczenia ruchu wynikają z rozporządzenia w sprawie okresowych ograniczeń oraz zakazu ruchu niektórych rodzajów pojazdów na drogach. Kontrole przestrzegania zakazów prowadzą przede wszystkim Inspekcja Transportu Drogowego oraz Policja. W przypadku przewozów międzynarodowych przewoźnicy muszą dodatkowo uwzględniać przepisy obowiązujące w państwach tranzytowych i docelowych, które często przewidują odmienne godziny, dni oraz kategorie pojazdów objętych ograniczeniami.

Dla przewoźników wykonujących transport krajowy i międzynarodowy oznacza to konieczność szczególnie dokładnego planowania tras, czasu pracy kierowców oraz miejsc postojowych. Nieprzestrzeganie ograniczeń może skutkować wysokimi mandatami, zatrzymaniem pojazdu do czasu zakończenia zakazu, a także opóźnieniami w realizacji przewozów.

Wakacyjne zakazy jazdy w Polsce

W Polsce wakacyjne ograniczenia dotyczą pojazdów oraz zespołów pojazdów o dopuszczalnej masie całkowitej przekraczającej 12 ton, z wyjątkiem autobusów.

W 2026 roku wakacyjne zakazy będą obowiązywać od 26 czerwca do 30 sierpnia. W tym okresie kierowcy ciężarówek muszą liczyć się z następującymi ograniczeniami:

  • piątki – od godziny 18:00 do 22:00,
  • soboty – od godziny 8:00 do 14:00,
  • niedziele – od godziny 8:00 do 22:00.

Pierwszy wakacyjny zakaz rozpocznie się w piątek 26 czerwca 2026 r., natomiast ostatni obejmie niedzielę 30 sierpnia 2026 r.

Najważniejsze daty wakacyjnych piątków

Zakaz w godzinach 18:00–22:00 będzie obowiązywał:

  • 26 czerwca,
  • 3 lipca,
  • 10 lipca,
  • 17 lipca,
  • 24 lipca,
  • 31 lipca,
  • 7 sierpnia,
  • 14 sierpnia,
  • 21 sierpnia,
  • 28 sierpnia 2026 r.

Kogo nie dotyczą zakazy?

Przepisy przewidują liczne wyjątki. Ograniczenia nie obejmują m.in.:

  • autobusów,
  • pojazdów przewożących żywe zwierzęta,
  • pojazdów przewożących artykuły szybko psujące się,
  • transportu leków i środków medycznych,
  • przewozów paliw,
  • pojazdów uczestniczących w akcjach ratowniczych, humanitarnych oraz usuwaniu skutków awarii i klęsk żywiołowych.

W praktyce każdorazowo warto zweryfikować, czy konkretny rodzaj przewozu nie korzysta z ustawowego wyłączenia przewidzianego w rozporządzeniu dotyczącym ograniczeń ruchu pojazdów ciężarowych.

Należy podkreślić, że samo wykonywanie pilnego przewozu, przewozu terminowego albo przewozu realizowanego na rzecz stałego kontrahenta nie oznacza automatycznie możliwości jazdy w czasie obowiązywania zakazu. Wyłączenia mają charakter szczególny i powinny wynikać wprost z przepisów. W praktyce oznacza to, że przewoźnik powinien być w stanie wykazać, że dany przewóz rzeczywiście mieści się w jednej z kategorii wyłączonych spod zakazu.

Dotyczy to zwłaszcza przewozów artykułów szybko psujących się, żywych zwierząt, lekarstw, środków medycznych, paliw, przesyłek pocztowych, pojazdów powracających z zagranicy w celu zakończenia przewozu na terytorium Polski, a także pojazdów znajdujących się w odległości do 50 km od miejsca przekroczenia granicy, jeżeli wjechały do Polski poza godzinami obowiązywania zakazu. Pełny katalog wyjątków wynika z rozporządzenia Ministra Transportu w sprawie okresowych ograniczeń oraz zakazu ruchu niektórych rodzajów pojazdów na drogach. Organy ITD wskazują również, że zakaz nie obejmuje m.in. pojazdów używanych przy akcjach ratowniczych, humanitarnych, usuwaniu awarii, przewozie leków, środków medycznych, żywych zwierząt, artykułów szybko psujących się, paliw oraz przy utrzymaniu ciągłości cyklu produkcyjnego przedsiębiorstwa pracującego w ruchu ciągłym.

W praktyce dokumenty przewozowe powinny jednoznacznie potwierdzać rodzaj ładunku, trasę, miejsce załadunku i rozładunku oraz okoliczności uzasadniające zastosowanie wyjątku. W razie kontroli samo twierdzenie kierowcy, że transport jest pilny albo że towar powinien szybko dotrzeć do odbiorcy, może okazać się niewystarczające.

Naruszenie wakacyjnego zakazu jazdy może skutkować odpowiedzialnością nie tylko kierowcy, ale również przewoźnika oraz osoby zarządzającej transportem w przedsiębiorstwie. Według informacji Inspekcji Transportu Drogowego kierowcy grozi mandat od 200 zł do 500 zł, przewoźnikowi kara 2 000 zł, a osobie zarządzającej transportem kara 1 000 zł.

Sama kara finansowa nie jest jednak jedynym problemem. W praktyce pojazd może zostać zatrzymany do czasu zakończenia obowiązywania zakazu, co może powodować opóźnienie dostawy, konieczność przeorganizowania czasu pracy kierowcy, ryzyko naruszenia odpoczynków, a w dalszej kolejności także roszczenia kontrahenta z tytułu nieterminowej realizacji przewozu.

Niemcy – najważniejszy kierunek dla polskich przewoźników

Dla większości firm transportowych kluczowe znaczenie mają wakacyjne zakazy obowiązujące w Niemczech.

Oprócz całorocznego zakazu ruchu ciężarówek powyżej 7,5 t DMC w niedziele i święta w godzinach od 00:00 do 22:00, w okresie wakacyjnym obowiązują dodatkowe ograniczenia sezonowe.

W 2026 roku niemieckie zakazy wakacyjne będą obowiązywać:

  • od 1 lipca do 31 sierpnia,
  • w każdą sobotę,
  • w godzinach od 7:00 do 20:00,
  • na wybranych autostradach i drogach federalnych o największym natężeniu ruchu turystycznego.

Dotyczy to wielu tras wykorzystywanych przez polskich przewoźników, w tym odcinków autostrad A1, A3, A5, A6, A7, A8, A9 czy A61.

W Niemczech wakacyjny zakaz jazdy ma szczególne znaczenie dla polskich przewoźników, ponieważ obejmuje okres od 1 lipca do 31 sierpnia, w każdą sobotę od 7:00 do 20:00, ale nie na wszystkich drogach, tylko na wyznaczonych autostradach i drogach federalnych o dużym natężeniu ruchu turystycznego. Dotyczy pojazdów powyżej 7,5 t DMC oraz pojazdów ciężarowych z przyczepami.

To oznacza, że przy planowaniu trasy przez Niemcy nie wystarczy sprawdzić samego dnia tygodnia i godziny. Konieczna jest również weryfikacja, czy dana autostrada lub droga federalna znajduje się w wykazie tras objętych zakazem. Dla przewoźników jadących z Polski szczególne znaczenie mają główne korytarze tranzytowe prowadzące w kierunku zachodnim i południowym, w tym trasy wykorzystywane przy przewozach do Francji, Beneluksu, Szwajcarii, Włoch oraz Hiszpanii.

Austria, Francja, Czechy i inne kraje

Wakacyjne ograniczenia występują również w wielu innych państwach europejskich.

Szczególną ostrożność należy zachować przy przewozach realizowanych przez kilka państw tranzytowych. Niejednokrotnie zdarza się, że przewoźnik opuszczający Polskę zgodnie z krajowymi przepisami już po kilku godzinach napotyka kolejne ograniczenia obowiązujące w Niemczech, Austrii lub we Francji. W rezultacie jeden transport może być objęty kilkoma odrębnymi systemami zakazów, co wymaga szczegółowego planowania jeszcze przed rozpoczęciem przewozu.

Austria

Austria od lat stosuje jedne z najbardziej restrykcyjnych ograniczeń dla transportu ciężkiego. Oprócz zakazów niedzielnych i świątecznych obowiązują tam dodatkowe ograniczenia sektorowe, regionalne oraz nocne, szczególnie na trasach prowadzących do Włoch i Niemiec.

Czechy

W Czechach ograniczenia dla pojazdów ciężarowych powyżej 7,5 t obowiązują m.in. w niedziele oraz wybrane święta. W okresie wakacyjnym dodatkowe ograniczenia pojawiają się na najważniejszych drogach tranzytowych.

Francja

Francja stosuje bardzo rozbudowany system zakazów wakacyjnych. W szczycie sezonu część sobót objęta jest ograniczeniami na całej sieci dróg, a dodatkowe restrykcje dotyczą tras prowadzących do regionów turystycznych i wybrzeża Morza Śródziemnego.

Szwajcaria

Szwajcaria utrzymuje jedne z najbardziej rygorystycznych ograniczeń w Europie. Zakazy obejmują wszystkie niedziele oraz wiele świąt, a dodatkowo obowiązują regularne ograniczenia nocne.

Włochy, Słowenia, Węgry i Luksemburg

Państwa te również stosują własne harmonogramy wakacyjnych zakazów, które często różnią się zarówno godzinami obowiązywania, jak i kategoriami pojazdów objętych ograniczeniami. Szczególną uwagę należy zwrócić na Luksemburg, gdzie obowiązują odrębne zakazy dla ruchu w kierunku Niemiec oraz Francji.

 

W okresie wakacyjnym zakazy ruchu wpływają nie tylko na samą możliwość jazdy, ale również na organizację całego przewozu.

Najczęściej pojawiające się problemy to:

  • brak wolnych miejsc parkingowych przed rozpoczęciem zakazu,
  • ryzyko przekroczenia czasu pracy kierowcy,
  • utrata terminów dostaw,
  • wzrost kosztów operacyjnych,
  • konieczność zmiany tras przejazdu,
  • problemy z realizacją przewozów just-in-time.

W praktyce wielu przewoźników planuje postoje już na kilka godzin przed rozpoczęciem ograniczeń, ponieważ parkingi przy głównych korytarzach transportowych – zwłaszcza w Niemczech, Austrii i Francji – bardzo szybko się zapełniają.

Problem przepełnionych parkingów

W praktyce jednym z największych wyzwań związanych z wakacyjnymi zakazami nie jest sam zakaz jazdy, lecz znalezienie miejsca postoju. Na głównych korytarzach transportowych w Niemczech, Austrii, Francji czy północnych Włoszech parkingi często zapełniają się już kilka godzin przed rozpoczęciem ograniczeń. Oznacza to, że kierowca planujący postój „na ostatnią chwilę” może nie znaleźć bezpiecznego miejsca do zatrzymania pojazdu. Coraz więcej przedsiębiorstw planuje więc postoje z dużym wyprzedzeniem lub korzysta z systemów monitorujących dostępność miejsc parkingowych.

Zakazy jazdy a czas pracy kierowcy

Wakacyjne ograniczenia ruchu powinny być analizowane łącznie z przepisami o czasie prowadzenia pojazdu, przerwach i odpoczynkach. Błąd w planowaniu może doprowadzić do sytuacji, w której kierowca będzie musiał zatrzymać pojazd przed rozpoczęciem zakazu, mimo że formalnie mógłby jeszcze kontynuować jazdę w ramach dostępnego czasu pracy. Odwrotna sytuacja również jest ryzykowna — oczekiwanie na zakończenie zakazu może spowodować konieczność przesunięcia odpoczynku, zmianę harmonogramu dostawy albo utratę możliwości terminowego rozładunku.

Dlatego przewoźnik powinien każdorazowo uwzględniać nie tylko sam zakaz jazdy, ale także dostępność parkingów, czas dojazdu do bezpiecznego miejsca postoju, godziny pracy magazynów, możliwe kolejki na granicach oraz zakazy obowiązujące w państwach tranzytowych. W sezonie wakacyjnym szczególne znaczenie ma również wcześniejsze planowanie miejsc postojowych, ponieważ parkingi przy głównych korytarzach transportowych bardzo szybko się zapełniają.

Odpowiedzialność spedytora i planowanie zleceń

Wakacyjne zakazy jazdy powinny być uwzględniane już na etapie przyjmowania i organizowania przewozu. Zarówno przewoźnik, jak i spedytor powinni analizować realny czas realizacji transportu, uwzględniając planowane postoje wynikające z ograniczeń ruchu. Nieuwzględnienie zakazów może prowadzić do opóźnień, sporów dotyczących terminów dostaw, a w skrajnych przypadkach także do roszczeń kontraktowych pomiędzy uczestnikami łańcucha transportowego.

Zakazy jazdy a odpowiedzialność za opóźnienie dostawy

W praktyce przewoźnicy często spotykają się z sytuacją, w której zleceniodawca oczekuje realizacji przewozu w terminie nieuwzględniającym obowiązujących zakazów ruchu. Należy pamiętać, że wakacyjne ograniczenia są powszechnie obowiązującymi przepisami prawa i powinny być brane pod uwagę przy planowaniu przewozu przez wszystkie podmioty uczestniczące w łańcuchu transportowym. W przypadku sporu dotyczącego opóźnienia dostawy istotne znaczenie może mieć wykazanie, że przewoźnik prawidłowo zaplanował przewóz i nie miał możliwości wykonania go szybciej bez naruszenia obowiązujących przepisów. Szczególnego znaczenia nabiera to przy przewozach międzynarodowych, gdzie na jednej trasie mogą kumulować się zakazy obowiązujące w kilku państwach jednocześnie.

Na co zwrócić uwagę w 2026 roku?

Sezon wakacyjny 2026 będzie szczególnie wymagający dla przedsiębiorców wykonujących przewozy międzynarodowe. Nakładają się bowiem na siebie:

  • polskie wakacyjne zakazy weekendowe,
  • niemieckie sobotnie zakazy wakacyjne,
  • liczne ograniczenia w Austrii,
  • sezonowe restrykcje we Francji,
  • standardowe zakazy niedzielne obowiązujące w większości państw Europy Zachodniej.

Dla firm transportowych oznacza to konieczność bieżącego monitorowania przepisów poszczególnych państw oraz uwzględniania zakazów już na etapie przyjmowania zlecenia transportowego. W wielu przypadkach odpowiednie zaplanowanie postoju może okazać się równie istotne jak samo wyznaczenie trasy przejazdu.

Wakacyjne zakazy jazdy ciężarówek nie są jedynie formalnym ograniczeniem administracyjnym. W praktyce wpływają na organizację całego procesu transportowego, począwszy od planowania trasy, przez harmonogram pracy kierowcy, aż po terminowość dostawy i rentowność realizowanego przewozu. W sezonie wakacyjnym 2026 przedsiębiorcy transportowi powinni ze szczególną uwagą monitorować obowiązujące ograniczenia zarówno w Polsce, jak i w państwach tranzytowych. Odpowiednie przygotowanie przewozu pozwala uniknąć nie tylko mandatów i kar administracyjnych, ale również kosztownych opóźnień oraz problemów organizacyjnych związanych z realizacją zleceń.

 

Opracowała

Karolina Grzelec

Kierownik Działu Silnik Prawny

Kancelaria Prawna Viggen Sp. j

Nowe obowiązki dla właścicieli busów towarowych 2,5-3,5 t. od 1 lipca 2026 r. To nie tachografy będą największym wyzwaniem. Prawdziwy problem zacznie się później.

Od 1 lipca 2026 roku w życie wchodzą kolejne przepisy wynikające z Pakietu Mobilności, które obejmą przedsiębiorców wykonujących międzynarodowy zarobkowy przewóz rzeczy pojazdami o dopuszczalnej masie całkowitej przekraczającej 2,5 tony. O czym pisaliśmy: https://kancelariaprawnaviggen.pl/tachografy-w-busach-miedzynarodowych-przypominamy-o-nadchodzacych-zmianach-od-1-lipca-2026-r/ oraz https://jazdaprawna.pl/tachografy-w-busach-miedzynarodowych-przypomnienie-o-nadchodzacych-zmianach-od-1-lipca-2026-roku/ . W praktyce oznacza to, że wiele przedsiębiorstw wykonujących międzynarodowy zarobkowy przewóz rzeczy pojazdami o DMC powyżej 2,5 tony zostanie objętych nowymi obowiązkami związanymi z tachografami inteligentnymi drugiej generacji (G2V2). Dla wielu przedsiębiorców pierwszym skojarzeniem są koszty zakupu urządzeń, ich montażu oraz formalności związane z kartami kierowców i kartami przedsiębiorstwa. To jednak dopiero początek.

Największym wyzwaniem nie będzie sam tachograf. Prawdziwym problemem stanie się prawidłowe zarządzanie ogromną ilością danych, które nowe urządzenia będą generować każdego dnia.  Tachograf G2V2 to znacznie więcej niż rejestracja czasu jazdy. Nowoczesne tachografy drugiej generacji automatycznie zapisują informacje dotyczące:

– czasu jazdy i odpoczynku kierowcy,

– przekroczeń granic państw,

– lokalizacji pojazdu,

– operacji załadunku i rozładunku,

– aktywności kierowcy,

– zdarzeń i błędów urządzenia.

Dzięki możliwości zdalnego odczytu danych organy kontrolne mogą szybciej identyfikować nieprawidłowości i kierować do kontroli przedsiębiorstwa o podwyższonym poziomie ryzyka. Dla przewoźników oznacza to konieczność prowadzenia jeszcze bardziej szczegółowej dokumentacji oraz bieżącego monitorowania zgodności z przepisami krajowymi i unijnymi. Każdy nowy tachograf oznacza nie tylko obowiązek rejestracji aktywności kierowcy, ale również konieczność przechowywania danych, prowadzenia ewidencji czasu pracy, monitorowania naruszeń, rozliczania wynagrodzeń oraz przygotowania dokumentacji na potrzeby kontroli ITD, PIP czy zagranicznych organów kontrolnych. To właśnie na tym etapie pojawia się największe ryzyko błędów, nieprawidłowych rozliczeń oraz kosztownych sankcji administracyjnych. Im większa flota i większa liczba kierowców, tym trudniejsze staje się ręczne zarządzanie tymi obowiązkami. W praktyce wielu przewoźników szybko przekonuje się, że sam montaż tachografu jest najprostszą częścią całego procesu dostosowania firmy do nowych wymagań. Sam tachograf nie rozliczy kierowcy, wielu przedsiębiorców skupia się dziś na obowiązku montażu urządzeń, pomijając fakt, że dane z tachografu muszą zostać prawidłowo przetworzone. Każdy dzień pracy kierowcy wymaga później:

– stworzenia ewidencji czasu pracy,

– rozliczenia godzin nocnych,

– rozliczenia dyżurów,

– wyliczenia nadgodzin,

– rozliczenia delegacji,

– ustalenia wynagrodzenia sektorowego,

– weryfikacji naruszeń czasu jazdy i odpoczynków,

– przygotowania dokumentacji na potrzeby kontroli.

Przy kilkunastu lub kilkudziesięciu kierowcach ręczne wykonywanie tych czynności staje się niezwykle czasochłonne i obarczone dużym ryzykiem błędów. Właśnie dlatego coraz więcej firm transportowych decyduje się na pełną automatyzację procesów rozliczeniowych.

PayCore Engine – kompleksowe rozliczanie transportu w jednym systemie

PayCore Engine został stworzony specjalnie dla branży transportowej i odpowiada na realne problemy przewoźników wynikające z obowiązujących regulacji oraz Pakietu Mobilności. System umożliwia bezpośredni import plików DDD z kart kierowców i tachografów cyfrowych wszystkich generacji. Po zaimportowaniu danych automatycznie przekształca je w gotowe rozliczenia, raporty oraz dokumentację kadrowo-płacową. Dzięki temu przedsiębiorca otrzymuje pełną kontrolę nad procesem bez konieczności ręcznego analizowania aktywności kierowców. Automatyczna ewidencja czasu pracy kierowców jest jednym z najważniejszych obowiązków przedsiębiorcy poprzez prawidłowe prowadzenie ewidencji czasu pracy. PayCore Engine automatycznie analizuje dane z tachografów i wylicza:

– rzeczywisty czas pracy,

– pracę w godzinach nocnych,

– nadgodziny 50%,

– nadgodziny 100%,

– dyżury,

– pracę w niedziele i święta,

– średniotygodniowe przekroczenia norm czasu pracy.

System pozwala również na rejestrowanie urlopów, zwolnień lekarskich oraz innych nieobecności, tworząc kompletną dokumentację pracowniczą.  Jednym z najbardziej problematycznych obszarów dla firm transportowych pozostaje rozliczanie kierowców wykonujących przewozy międzynarodowe. PayCore Engine automatycznie rozpoznaje rodzaje transportu, takie jak:

– kabotaż,

– cross-trade,

– przewozy bilateralne.

Na tej podstawie system określa, które odcinki podlegają zasadom delegowania i wylicza wynagrodzenie sektorowe zgodnie z wymogami Pakietu Mobilności. Przedsiębiorca otrzymuje gotowe raporty dopłat do wynagrodzeń oraz pełną dokumentację wymaganą przez zagraniczne organy kontrolne.

Nowe tachografy oznaczają większą ilość danych, ale także większą możliwość wykrywania naruszeń.

PayCore Engine pozwala monitorować:

– przekroczenia czasu jazdy,

– skrócone odpoczynki,

– nieprawidłowości związane z obsługą tachografu,

– naruszenia wynikające z rozporządzenia 561/2006,

– potencjalne manipulacje urządzeniami rejestrującymi.

System generuje zarówno raporty indywidualne, jak i zbiorcze dla całej firmy. Dzięki temu przedsiębiorca może reagować na problemy zanim zostaną wykryte podczas kontroli drogowej lub administracyjnej. Ochrona dobrej reputacji przedsiębiorstwa jest także ostatnio bardzo ważnym elementem będącym przedmiotem weryfikacji. Coraz większe znaczenie dla przewoźników ma system oceny ryzyka przedsiębiorstw transportowych. Nadmierna liczba naruszeń może prowadzić do utraty dobrej reputacji, a w konsekwencji nawet do utraty licencji transportowej. PayCore Engine posiada moduł zgodności z KREPTD, który na bieżąco analizuje poziom zagrożenia przedsiębiorstwa i pozwala podejmować działania zapobiegawcze jeszcze przed wystąpieniem poważnych konsekwencji.

W przypadku kontroli liczy się nie tylko prawidłowe rozliczenie kierowcy, ale również szybki dostęp do wymaganych dokumentów.

System umożliwia generowanie:

– ewidencji czasu pracy,

– raportów delegacji,

– raportów przekroczeń granic,

– raportów płac sektorowych,

– raportów naruszeń,

– raportów KREPTD,

– elektronicznych Zaświadczeń Działalności Kierowcy.

Dokumenty mogą być przygotowane w ciągu kilku minut, co znacząco usprawnia obsługę kontroli i ogranicza ryzyko sankcji. 1 lipca 2026 r. zbliża się szybciej, niż się wydaje Wielu przedsiębiorców koncentruje się dziś na obowiązkowym doposażeniu pojazdów w nowe tachografy. Jednak doświadczenie pokazuje, że największe koszty pojawiają się nie podczas montażu urządzeń, lecz później, w wyniku błędów w rozliczeniach, nieprawidłowej ewidencji czasu pracy, problemów z Pakietem Mobilności oraz kar nakładanych podczas kontroli. Dlatego przygotowanie firmy do nowych wymogów powinno obejmować nie tylko flotę pojazdów, ale również procesy administracyjne, kadrowe i płacowe. PayCore Engine pozwala zautomatyzować te procesy, ograniczyć ryzyko błędów, oszczędzić czas pracowników i zapewnić zgodność z dynamicznie zmieniającymi się przepisami transportowymi. Nie czekaj na pierwszą kontrolę. Przygotuj swoją firmę na nowe obowiązki już dziś i wykorzystaj dane z tachografów jako narzędzie do efektywnego zarządzania przedsiębiorstwem, a nie kolejny problem administracyjny. Wychodząc naprzeciw wyzwaniom związanym z nowymi obowiązkami transportowymi, przygotowaliśmy dla przewoźników specjalne warunki wdrożenia systemu PayCore Engine. Dzięki temu przedsiębiorcy mogą sprawnie dostosować swoje procesy do nadchodzących zmian, minimalizując koszty oraz ryzyko organizacyjne.

Link: https://paycoreengine.pl/

 

 

Zapraszamy do współpracy:

tel.: 509-982-577, 12 637-24-57,

e-mail: biuro11@viggen.pl

tel.: 519-140-984,

e-mail.: jak@viggen.pl

 

Przygotowała:

Anna Nieć-Mrzygłód

Dyrektor Generalna

Kancelaria Prawna Viggen sp.j.

Koniec z przerzucaniem odpowiedzialności na kierowcę? Od 24 czerwca 2026 r. nowe kontrole ADR w całej Unii Europejskiej

Przedsiębiorcy wykonujący przewozy towarów niebezpiecznych powinni przygotować się na jedną z najważniejszych zmian w systemie kontroli ADR ostatnich lat. Od 24 czerwca 2026 r. w całej Unii Europejskiej obowiązują nowe zasady kontroli drogowego przewozu towarów niebezpiecznych. Zmiany wynikają z wdrożenia Dyrektywy Delegowanej Komisji (UE) 2025/1801 oraz nowych przepisów krajowych dostosowujących polskie regulacje do wymagań unijnych.

Choć na pierwszy rzut oka zmiany dotyczą jedynie formularza wykorzystywanego podczas kontroli, w rzeczywistości ich znaczenie jest znacznie szersze. Nowe przepisy wprowadzają jednolitą listę kontrolną dla wszystkich państw członkowskich, nowy system klasyfikacji naruszeń według poziomu ryzyka oraz obowiązek wskazywania konkretnego uczestnika przewozu odpowiedzialnego za stwierdzone nieprawidłowości. W praktyce oznacza to koniec sytuacji, w których niemal cała odpowiedzialność za naruszenia była automatycznie przypisywana kierowcy.

Dla polskich przedsiębiorców wykonujących przewozy międzynarodowe istotne znaczenie ma również fakt, że identyczny formularz będzie wykorzystywany przez organy kontrolne w różnych państwach członkowskich. Oznacza to większą przewidywalność kontroli, ale jednocześnie utrudni powoływanie się na różnice interpretacyjne pomiędzy poszczególnymi krajami.

Dlaczego Unia Europejska zmienia zasady kontroli ADR?

Transport towarów niebezpiecznych od lat podlega szczególnym regulacjom ze względu na ryzyko związane z przewozem materiałów wybuchowych, substancji łatwopalnych, toksycznych, żrących czy niebezpiecznych dla środowiska. Każde naruszenie przepisów może prowadzić nie tylko do sankcji administracyjnych, ale również do zagrożenia życia, zdrowia oraz środowiska naturalnego.

Dotychczas poszczególne państwa członkowskie stosowały zbliżone, ale niejednolite procedury kontrolne. Powodowało to sytuacje, w których ten sam przewóz mógł zostać oceniony w różny sposób w zależności od kraju przeprowadzającego kontrolę. Celem nowych regulacji jest ujednolicenie standardów kontroli w całej Unii Europejskiej, zwiększenie przejrzystości działań organów kontrolnych oraz poprawa bezpieczeństwa przewozów ADR.

Najbardziej widoczną zmianą jest wprowadzenie nowego wzoru formularza kontrolnego ADR. Od 24 czerwca 2026 r. wszystkie służby kontrolne w państwach członkowskich mają obowiązek stosowania jednolitej listy kontrolnej podczas kontroli drogowego przewozu towarów niebezpiecznych.

Nowy formularz obejmuje między innymi:

  • dokumentację przewozową,
  • oznakowanie pojazdu,
  • wyposażenie ADR,
  • certyfikaty dopuszczenia pojazdu,
  • świadectwa ADR kierowców,
  • oznakowanie opakowań,
  • stan techniczny jednostki transportowej,
  • wymagane środki bezpieczeństwa,
  • zgodność przewożonego towaru z dokumentacją.

Każdy punkt formularza został powiązany z konkretnymi przepisami ADR, co ma ograniczyć uznaniowość kontroli oraz zapewnić jednolite podejście organów w całej Unii Europejskiej.

Kolejną istotną zmianą jest wprowadzenie trzystopniowej klasyfikacji ryzyka stwierdzonych naruszeń. Dotychczas kontrola kończyła się przede wszystkim wskazaniem, czy dane wymaganie zostało spełnione. Obecnie każdemu naruszeniu będzie przypisywana odpowiednia kategoria ryzyka.

Kategoria I – najwyższe zagrożenie

Do tej grupy będą zaliczane naruszenia stwarzające bezpośrednie ryzyko śmierci, ciężkich obrażeń lub poważnej szkody dla środowiska. Mogą one skutkować natychmiastowym unieruchomieniem pojazdu do czasu usunięcia nieprawidłowości.

Kategoria II – istotne zagrożenie

Obejmuje naruszenia powodujące znaczące ryzyko dla bezpieczeństwa transportu, jednak niewymagające natychmiastowego wyłączenia pojazdu z ruchu. Organ kontrolny może nakazać usunięcie nieprawidłowości przed kontynuowaniem przewozu lub w określonym terminie.

Kategoria III – naruszenia o mniejszym znaczeniu

Są to uchybienia formalne lub organizacyjne, które nie generują bezpośredniego zagrożenia dla bezpieczeństwa, jednak nadal stanowią naruszenie przepisów ADR.

 

Jakie naruszenia mogą zostać zakwalifikowane do poszczególnych kategorii?

Choć ostateczna kwalifikacja zawsze zależy od okoliczności konkretnej kontroli, w praktyce do naruszeń najwyższego ryzyka mogą zostać zaliczone sytuacje takie jak przewóz materiałów niebezpiecznych bez wymaganego oznakowania ADR, brak odpowiednich zabezpieczeń ładunku, poważne uszkodzenie opakowań lub cysterny czy przewóz substancji niezgodnie z warunkami określonymi w umowie ADR.

Do naruszeń średniego ryzyka często zaliczane są nieprawidłowości w dokumentacji przewozowej, braki części wymaganego wyposażenia lub uchybienia związane z oznakowaniem jednostki transportowej.

Z kolei naruszenia najniższej kategorii dotyczą najczęściej błędów formalnych, które nie mają bezpośredniego wpływu na bezpieczeństwo przewozu, jednak nadal stanowią naruszenie obowiązujących przepisów.

Najbardziej odczuwalną zmianą dla branży transportowej może okazać się obowiązek wskazania konkretnego uczestnika przewozu odpowiedzialnego za dane naruszenie.

Nowy formularz wymaga bowiem określenia, kto odpowiada za stwierdzoną nieprawidłowość zgodnie z podziałem odpowiedzialności wynikającym z działu 1.4 Umowy ADR.

Kontrolujący może wskazać między innymi:

  • nadawcę,
  • przewoźnika,
  • odbiorcę,
  • załadowcę,
  • pakującego,
  • napełniającego,
  • użytkownika cysterny lub kontenera-cysterny.

W praktyce szczególne znaczenie może mieć odpowiedzialność nadawcy. To właśnie nadawca odpowiada między innymi za prawidłową klasyfikację towaru niebezpiecznego, dobór odpowiednich opakowań, prawidłowe oznakowanie przesyłki oraz sporządzenie wymaganej dokumentacji. Jeżeli źródło naruszenia będzie wynikało z błędnego przygotowania przesyłki, nowy formularz kontroli umożliwi znacznie łatwiejsze przypisanie odpowiedzialności podmiotowi, który faktycznie dopuścił się uchybienia.

Oznacza to, że odpowiedzialność za naruszenia będzie znacznie częściej analizowana w kontekście całego łańcucha logistycznego, a nie wyłącznie działań kierowcy wykonującego przewóz.

Jakie dokumenty będą szczególnie kontrolowane?

Przewoźnicy powinni zwrócić szczególną uwagę na kompletność dokumentacji.

Już obecnie eksperci wskazują, że jedną z najczęstszych przyczyn problemów podczas kontroli pozostają:

  • brak wymaganych dokumentów przewozowych,
  • błędy w dokumentacji ADR,
  • brak aktualnego świadectwa ADR kierowcy,
  • nieprawidłowe oznakowanie jednostki transportowej,
  • niezgodność danych pomiędzy dokumentami a rzeczywistym ładunkiem,
  • braki w wyposażeniu wymaganym przez ADR.

W skrajnych przypadkach brak wymaganych dokumentów lub brak ważnych uprawnień kierowcy może skutkować zatrzymaniem pojazdu do czasu usunięcia naruszeń.

W praktyce kontrole ADR najczęściej dotyczą przewozów realizowanych przez pojazdy przewożące paliwa, gazy, chemikalia przemysłowe, odpady niebezpieczne, substancje żrące oraz materiały wykorzystywane przez przemysł chemiczny i budowlany. Nie oznacza to jednak, że pozostałe przewozy są pomijane. Organy kontrolne mogą przeprowadzić kontrolę każdego przewozu podlegającego przepisom ADR, niezależnie od rodzaju przewożonego towaru.

Przedsiębiorcy powinni pamiętać, że naruszenia przepisów ADR mogą skutkować nałożeniem dotkliwych kar administracyjnych przewidzianych w ustawie o przewozie towarów niebezpiecznych. W zależności od rodzaju naruszenia sankcje mogą sięgać od kilkuset złotych do nawet kilkunastu tysięcy złotych, w zależności od rodzaju i liczby stwierdzonych naruszeń. Dotyczy to między innymi przewozu bez wymaganych dokumentów, braku właściwego oznakowania jednostki transportowej, nieprawidłowego wyposażenia pojazdu czy wykonywania przewozu przez osoby nieposiadające wymaganych uprawnień. W praktyce skutki finansowe kontroli mogą być więc znacznie bardziej odczuwalne niż sama konieczność usunięcia stwierdzonych nieprawidłowości.

Odpowiedzialność przewoźnika, nadawcy i spedytora będzie większa

Nowe przepisy stanowią wyraźny sygnał ze strony organów unijnych, że bezpieczeństwo przewozu towarów niebezpiecznych nie może być traktowane wyłącznie jako obowiązek kierowcy.

Coraz większe znaczenie będzie miała prawidłowa organizacja przewozu przez przedsiębiorstwo transportowe, poprawne przygotowanie przesyłki przez nadawcę oraz właściwa dokumentacja sporządzona przez wszystkie podmioty uczestniczące w realizacji transportu.

Przedsiębiorcy powinni przeanalizować swoje procedury wewnętrzne, przeprowadzić dodatkowe szkolenia personelu oraz zweryfikować poprawność dokumentacji wykorzystywanej przy przewozach ADR. Szczególnego znaczenia nabiera również prawidłowe przypisanie obowiązków pomiędzy uczestnikami procesu transportowego.

Przedsiębiorcy powinni pamiętać, że negatywny wynik kontroli ADR może wywoływać skutki wykraczające poza samą karę administracyjną. W przypadku poważnych naruszeń możliwe są dalsze postępowania prowadzone przez organy nadzoru, problemy podczas kolejnych kontroli drogowych, a w razie wystąpienia szkody również ryzyko odpowiedzialności cywilnej lub karnej.

W praktyce dokumentacja sporządzona podczas kontroli może stać się istotnym dowodem w późniejszych postępowaniach dotyczących wypadku, wycieku substancji niebezpiecznej lub uszkodzenia środowiska.

Większa rola doradcy ADR

Wprowadzone zmiany mogą spowodować wzrost znaczenia doradców do spraw bezpieczeństwa przewozu towarów niebezpiecznych (DGSA). To właśnie oni odpowiadają za monitorowanie zgodności działalności przedsiębiorstwa z przepisami ADR, analizowanie nieprawidłowości oraz opracowywanie procedur bezpieczeństwa.

W praktyce nowy system kontroli będzie wymagał jeszcze dokładniejszej współpracy pomiędzy przewoźnikiem, doradcą ADR oraz osobami odpowiedzialnymi za organizację transportu. Braki w procedurach wewnętrznych mogą bowiem skutkować przypisaniem odpowiedzialności przedsiębiorcy nawet wtedy, gdy kierowca prawidłowo wykonywał swoje obowiązki.

Co powinni zrobić przewoźnicy przed kolejną kontrolą?

W praktyce warto przeprowadzić wewnętrzny audyt obejmujący:

  • dokumentację ADR,
  • procedury załadunku i pakowania,
  • wyposażenie pojazdów,
  • ważność świadectw ADR kierowców,
  • zgodność obowiązków poszczególnych uczestników przewozu z działem 1.4 ADR,
  • procedury reagowania na stwierdzone nieprawidłowości.

Warto pamiętać, że nowe przepisy nie tworzą całkowicie nowych obowiązków w zakresie przewozu towarów niebezpiecznych. Zmieniają jednak sposób kontroli i egzekwowania istniejących wymagań. W praktyce oznacza to większą przejrzystość kontroli, ale jednocześnie znacznie łatwiejsze ustalenie, który uczestnik przewozu odpowiada za konkretne naruszenie.

Największą zmianą nie jest sam nowy formularz kontrolny, lecz zmiana filozofii prowadzenia kontroli. Organy kontrolne otrzymały narzędzie pozwalające dokładnie ustalić, który uczestnik przewozu odpowiada za konkretne uchybienie. Oznacza to, że przedsiębiorcy nie powinni już skupiać się wyłącznie na przygotowaniu kierowcy do kontroli, ale również na prawidłowej organizacji całego procesu transportowego – od przygotowania dokumentacji, przez załadunek, aż po realizację przewozu.

W efekcie kontrole ADR mogą stać się znacznie bardziej szczegółowe, a odpowiedzialność za naruszenia będzie rozkładana na wszystkich uczestników łańcucha transportowego zgodnie z ich rzeczywistymi obowiązkami wynikającymi z Umowy ADR.

5 rzeczy, które warto sprawdzić przed rozpoczęciem przewozu ADR

Przed rozpoczęciem przewozu przedsiębiorca powinien zweryfikować:

  • poprawność dokumentacji ADR,
  • ważność świadectwa ADR kierowcy,
  • kompletność wyposażenia wymaganego dla danego rodzaju przewozu,
  • prawidłowość oznakowania pojazdu i przesyłki,
  • zgodność obowiązków wszystkich uczestników przewozu z wymaganiami działu 1.4 ADR.

W wielu przypadkach kilkuminutowa weryfikacja przed wyjazdem pozwala uniknąć kosztownych konsekwencji podczas kontroli drogowej.

Od 24 czerwca 2026 r. kontrole ADR w całej Unii Europejskiej weszły w nowy etap. Organy kontrolne otrzymały jednolitą listę kontrolną, obowiązek klasyfikowania naruszeń według poziomu ryzyka oraz możliwość precyzyjnego wskazywania uczestnika przewozu odpowiedzialnego za stwierdzone nieprawidłowości.

Dla przedsiębiorców oznacza to konieczność jeszcze większej dbałości o dokumentację, procedury oraz podział obowiązków pomiędzy uczestnikami przewozu. Jednocześnie nowe regulacje mogą zakończyć wieloletnią praktykę automatycznego przypisywania odpowiedzialności wyłącznie kierowcom. Coraz częściej kontrola będzie prowadzić do ustalenia rzeczywistego źródła naruszenia – niezależnie od tego, czy odpowiada za nie przewoźnik, nadawca, załadowca, pakujący czy inny uczestnik łańcucha logistycznego.

 

Opracowała

Karolina Grzelec

Kierownik Działu Silnik Prawny

Kancelaria Prawna Viggen Sp.j